wtorek, 27 stycznia 2015

Znak naprawi wszystko


Zawsze byłem przekonany o tym, że droga S17 jest najstraszniejszą drogą w Polsce. Szerokie pobocza zachęcają wariatów do traktowania trasy Warszawa - Lublin jakby miała cztery pasy - mniej odważni jadą więc przy skraju drogi, szaleńcy prują wyprzedzając na trzeciego. Ilekroć tamtędy jadę myślę sobie, jak często ludzie się tam rozbijają, ale dziś to nie muszę być ja. Okazuje się jednak, że DK88 z Gliwic do Bytomia ma jeszcze gorszą statystykę. A nie powinna. Bo jest doskonale zabezpieczona. Znakami.

Największymi problemami DK88 są brak oświetlenia oraz bardzo krótkie pasy włączeniowe. Kiedy zjeżdżacie na nią, musicie albo przygotować się na czekanie, albo liczyć na to, że Wasz samochód naprawdę dobrze przyspiesza - na krótkich pasach włączeniowych nie sposób rozwinąć prędkości, która pozwalałaby nam bezpiecznie wjechać na trasę. Ciemno jest okrutnie, bo droga nie ma latarni, położona jest w lesie, a świateł drogowych, czyli "długich" używać nie można, bo z przeciwka jadą samochody.

Ale problem istnieje tylko w teorii, ponieważ droga jest przystosowana do krótkich pasów włączeniowych - chociaż leży poza terenem zabudowanym (więc można po niej jechać z prędkością do 90km/h), przed każdym pasem włączeniowym ma znak nakazujący zwolnienie do 60km/h. To samo przed niebezpiecznymi zakrętami, na których pełno jest kolein. A więc to my, kierowcy, grzeszymy. Droga jest co prawda źle zaprojektowana i zbudowana, ale przecież znakami naprawiono wszystko.

Rozumiem, że ulica Charlesa de Gaulle'a w Zabrzu jest zabytkiem i nie można na niej zmienić bruku. Dałoby się go jednak wyrównać, niemniej inwestycja byłaby droga. Co więc robimy? Bach! Ograniczenie do 40km/h. Droga Wojewódzka 801 z Warszawy do Dęblina. Środek lasu. Dziury jak po bombardowaniu. Nawierzchnia się odrywa i uderza w nadkola. Bum, kilkanaście kilometrów z ograniczeniem do 50km/h.

Tym oto sposobem drogi staną się niedługo jak leki - przed wjazdem trzeba będzie przeczytać instrukcję oraz skonsultować się z dealerem i mechanikiem, żeby mieć pewność, że nasze auto może na nią wjechać. Znaki zaś, podobnie jak ulotki, będą broniły urzędników z zarządów dróg miejskich przed procesami, które możemy im wytoczyć. Urwało panu koło? Niemożliwe, tu jest ograniczenie do 20km/h, jakby pan przestrzegał przepisów nic by się nie stało.

W takim razie wprowadźmy jeszcze znaki informujące o dopuszczalnym prześwicie minimalnym oraz rozstawie osi. Droga pani, przecież był znak, po co się pani pchała tutaj, jak wiadomo, że wpadnie pani w koleinę. Jeszcze mandacik będzie.

P.S. Ostatnie zdjęcie przedstawia DW801 - to chyba najlepszy jej fragment. Nie zachęcam do wybierania się tam samochodem nawet w celach krajoznawczych - szkoda nawet terenówki.

P.P.S. Moja znajoma Irlandka mówi, że u nas i tak jest luksus - u nich osiągnięcie prędkości, do której ogranicza znak na drogach między miastami jest jak wyzwanie, nierzadko właściwie tylko dla kierowców rajdowych.

 Źródła zdjęć: jeden, dwa, trzy.

0 komentarze:

Publikowanie komentarza