środa, 19 listopada 2014

Czemu zaniedbujemy męskie zdrowie? Wywiad z prof. Violettą Szczypulec - Plintą, część 1


Chociaż jak sama Pani Profesor przyznaje, ciężko dziś o autorytety, to jednak rozmawiając z Nią czuliśmy, że wie ona, o czym mówi. Dziekan Wydziału Nauk o Zdrowiu Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach, Kierownik Katedry Zdrowia Kobiety, Zakładu Profilaktyki Chorób Kobiecych i Seksuologii, Profesor Doktor Habilitowana, przewodnicząca dwóch sekcji w Polskim Towarzystwie Ginekologicznym - tytułów nie brakuje. Z prof. dr hab. Violettą Szczypulec - Plintą rozmawiamy o akcji Wąsopad i męskiej profilaktyce nowotworowej. Dziś prezentujemy pierwszą część wywiadu.

Do tej pory niemal wszystkie kampanie dotyczące profilaktyki nowotworowej skierowane były do kobiet. Mówiono o raku piersi, raku szyjki macicy. Tymczasem a sto tysięcy osób aż 50 mężczyzn więcej zabiją nowotwory.

Faktycznie, przyszedł czas, kiedy zajmujemy się zdrowiem mężczyzn, p  dużych kampaniach poświęconych kobietom. Kampanii dotyczących zdrowia mężczyzn było mniej zdecydowanie. Teraz wreszcie pojawiają się takie dotyczące spraw urologicznych, życia seksualnego.
Wynika to też po części z tego, że pod względem umieralności rak prostaty jest drugim nowotworem w Polsce po raku płuca. Przyszedł taki czas, że coraz więcej mężczyzn ma nie tylko zdiagnozowaną chorobę nowotworową, ale z powodu niej poddaje się zabiegom operacyjnym. Nie wszystkie niestety kończą się długim i radosnym życiem w wieku późnym.

Jak więc powinna wyglądać taka modelowa kampania dla mężczyzn? Nie chcemy odsuwać kobiet na boczny tor, ale doprowadzić do swoistego równouprawnienia w sferze, w której mężczyźni i ich wiedza pozostają zaniedbane.


Przyszedł czas, żeby nie myśleć tylko o tym, że ma być kampania dla kobiety „ucieczka przed rakiem”, czy kampania tylko dla mężczyzny. Powinniśmy myśleć w kontekście kampanii dla całej rodziny. Przecież jeżeli połączymy zdrowie rodziny, takiej pojętej szeroko, to nie tylko będziemy mówić o zdrowiu kobiet, ale pojawia nam się tutaj ten najmocniejszy człon, czyli mężczyzna, bo to ma być podpora rodziny. Chociaż ja się uśmiecham zawsze, bo twierdzę, że to kobieta jest tym najważniejszym elementem trzymającym i scalającym rodzinę.

Dbajmy więc o wszystkich za jednym podejściem? My proponujemy, aby kobiety zabierały mężczyzn na badania ze sobą – one do jednego gabinetu, panowie do drugiego…

A jeżeli jest zdrowa rodzina, to zajmujemy się już całą kampanią zdrowotną dla dzieci. Tych też jest bardzo dużo – zdrowe nogi, zęby, proste kręgosłupy. Wracający stomatolog. Dobrze też, że Wasza kampania zwraca się do mężczyzn i kobiet, żeby edukowali dzieci od samego początku.

To prawda – chcielibyśmy, żeby nie tylko dziewczynki wiedziały, że mają chodzić regularnie do lekarza, ale także chłopcy mieli świadomość, że trzeba dbać o swoje narządy płciowe. Przede wszystkim więc, edukacja.

Standardy postępowania terapeutycznego, zdrowotnego czy profilaktycznego u mężczyzn są już na świecie mniej więcej wypracowane. Wiemy już, na co umierają mężczyźni, wiemy, że żyją 8-10 lat krócej niż kobiety. W związku z tym ten czas na dbanie o naszych partnerów nam się skrócił. Musimy jeszcze bardziej pomyśleć o ich zdrowiu.

To dokąd mamy tych mężczyzn kierować? Gdzie powinni się badać? Kobieta doskonale wie, od małego, jaki lekarz jest jej właściwy.


A dlaczego nie miałoby być tak, że kobieta raz w roku – ginekolog, a mężczyzna raz w roku – lekarz rodzinny, urolog. To jest takie jeszcze u nas w Polsce kontrowersyjne. Ja sobie wyobrażam tak, że od 50 roku życia co roku robimy badania, badania krwi, przesiewowe. Kiedy jesteśmy młodsi także, lekarz rodzinny ma dokładnie zebrany wywiad środowiskowy, wie, że w rodzinie było zachorowanie u raka prostaty u brata czy ojca, kogoś bliskiego, co zwiększa ryzyko. Mamy te czynniki ryzyka, potrafimy pytać.

Tylko, że mężczyzna będąc na wizycie u lekarza często woli przemilczeć niektóre sprawy.

My lekarze też się wielu rzeczy uczymy – uczymy studentów, jak zapytać, jakim strumieniem moczu pan siusia, czy ma pan problemy z kontaktami seksualnymi, czy jest problem ze wzwodem. Tutaj też mówimy coraz głośniej na tematy, które 10-15  lat temu były tematami tabu i nikt ich w ogóle nie poruszał.
Przecież temat życia seksualnego był tematem zakrywanym kołdrą w domu, a seks najlepszy był u sąsiadów. Dzisiaj mówimy otwarcie, jeżeli nasz partner ma problemy seksualne. Zaczyna być naturalne to, że pacjentki zgłaszające się do mnie, jako do ginekologa, pytają się, „przepraszam, pani doktor, mam takie pytanie, bo chodzi o męża”. I ja od razu wiem, po dwóch pytaniach, czy jest to problem, który kierujemy do seksuologa, czy jest to problem, który kierujemy do urologa.

Mimo wszystko jednak lepiej byłoby, żeby mężczyźni mogli dotrzeć do lekarza bezpośrednio, nie opierając się wyłącznie na tym, że skryją się ze swoim wstydem za parawanem, a partnerka wszystko opowie.


Pierwszym lekarzem kontaktowym powinien być lekarz rodzinny. On powinien zrobić badanie per rectum, niebolesne badanie oceniające wielkość gruczołu krokowego. Tego studentów uczymy na zajęciach. Dopiero lekarz rodzinny powinien kierować do lekarza urologa, a w zasadzie, takiego lekarza, który łączy w sobie urologię z onkologią, czyli już w podejrzanym momencie, kiedy wzrasta PSA, gruczoł krokowy jest powiększony, to powinien być to specjalista urolog, który poprowadzi nam dalej pacjenta.




Kolejna część wywiadu z Panią Profesor już w piątek na naszym blogu. Zajrzyj także pod ten link i pomóż nam w naszej kampanii Wąsopad pokazać nową twarz męskiego zdrowia.

Źródła zdjęć: jeden, dwa, trzy, cztery.

0 komentarze:

Publikowanie komentarza