poniedziałek, 27 kwietnia 2015

Nominacja w konkursie PRotony

Za działania związane z realizacją kampanii Movember w 2014 roku prezes zarządu naszej Fundacji, Jakub Kajdaniuk, nominowany jest do nagrody w konkursie PRotony. PRotony to nagrody przyznawane od 2007 roku profesjonalistom w dziedzinie komunikacji, którzy odznaczają się nieprzeciętnym myśleniem, innowacyjnością i talentem. Kapituła konkursu wyróżnia specjalistów wyznaczających standardy w branży PR i przyczyniających się do sukcesu firm i instytucji, w których pracują. Zgłoszonych do konkursu kandydatów oceniają członkowie Akademii Ekspertów PR, którą tworzą uznani specjaliści działający od wielu lat w branży.
Jakub nominowany jest w kategorii D: "osoba/zespół ds. komunikacji w organizacji pozarządowej/fundacji". Listę pozostałych kandydatów i ich profile możecie znaleźć pod tym linkiem.
W konkursie przyznawana jest również nagroda publiczności. Może na nią zagłosować każdy, również Ty - prosimy o Twoje głosy do 7 maja. Zagłosować można pod tym linkiem.
Wyniki konkursu znane będą 11 czerwca, kiedy to odbędzie się gala wręczenia nagród. 

Kandydatów do konkursu zgłaszają specjaliści z branży PR, którzy doceniają wybrane działania i chcą je wyróżnić. Bardzo cieszymy się, że już pierwsza edycja kampanii Movember została zauważona i doceniona. Z pewnością pomoże to w organizacji kolejnych listopadowych akcji na rzecz męskiego zdrowia.

poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Skąd się biorą auta?

"Tato, mamo, skąd się biorą auta?" Zasadniczo odpowiedź na to pytanie jest prosta - auta biorą się z salonu samochodowego. Albo z komisu, ale te także wzięły się najpierw z salonu. A w salonie wzięły się z fabryki i na tym można byłoby zakończyć te rozważania. Pracownicy dużych hal i wielkie roboty składają auta wspólnie. Czasem robi to grupa entuzjastów w czymś, co w porównaniu
z kompleksami produkcyjnymi dużych koncernów wygląda jak szopa przy fabryce Henry'ego Forda.
Zanim jednak auto pojawiło się w fabryce, ktoś je zaprojektował. Zapewne grupa ludzi. Siedziała nad deskami kreślarskimi, rysowała szkice, projektowała nadwozie, kształt świateł, wygląd wnętrza, dobierała materiały do tapicerki, wreszcie projektowała elementy mechaniczne, w tym silnik, a potem elektroniczne, które będą te wszystkie zaworki i pompki kontrolować. Auta biorą się więc z głów ludzi, którzy siedzą przy biurkach i kreślą ołówkiem po kartce papieru, aby pewnego dnia zobaczyć, jak ich pomył ubrany w stal, aluminium, kompozyty i tkaniny, wyjeżdża o własnych siłach z zakładu produkcyjnego.
A więc, drogie dzieci, stąd się biorą auta. Oczywiście, zanim projektanci siądą do desek najpierw jakaś inna grupa osób robi rozeznanie na rynku. Pytają ludzi takich jak Ty i ja, co lubimy, czego nam potrzeba, ile zarabiamy i jakie kolory kojarzą nam się pozytywnie. Następnie ci ludzie siadają z innymi ludźmi, którzy próbują skonfrontować pomysły działu marketingu na wizerunek marki z tym, co przyniósł rynek. Rynek mówi: chcemy małego auta miejskiego. Marketingowcy mówią: ale nasza firma robiła zawsze luksusowe pojazdy! Ok, więc zróbmy luksusowe, małe auto miejskie. Albo w ogóle go nie róbmy. Zapytajmy innych ludzi, może sprzedamy nasze auto gdzie indziej. A więc po prawdzie, to stąd się biorą auta. Projektanci dostają do ręki tylko wytyczne: zrób małe auto miejskie, w środku skóra i duży ekran LCD, fajnie by było, jakby sam parkował. Skrobu skrobu po desce kreślarskiej i oto rodzi się projekt, ten zostaje wdrożony, robią go ludzie i maszyny w fabryce, trafia do salonu i stamtąd na ulice.
Wydaje mi się jednak, że możemy się cofnąć jeszcze kawałek. Ulica, na którą trafia auto, najpierw mówi, jakie auto chciałaby zobaczyć. A skąd ona to wie? Pierwsze auta miały atrapy końskich łbów, żeby nie wyglądały obco i przerażająco. Jak powiedział Henry Ford:
Gdybym na początku swojej kariery jako przedsiębiorcy zapytał klientów, czego chcą, wszyscy byliby zgodni: chcemy szybszych koni. Więc ich nie pytałem.
A więc ulica ma jakiś pomysł na to, co chce zobaczyć. A ulica, czyli my, wiemy, jakich aut chcemy, bo kilka ostatnich pokoleń zostało wychowanych tak, by myśleć o samochodach w pewien sposób. Od lat `80 XIX wieku, kiedy to panowie Benz, Daimler i Maybach zaczęli budować pierwsze automobile, do dziś, nauczyliśmy się wyrabiać sobie o nich zdanie, nawet, jeśli to zdanie to tylko "w ogóle mnie nie interesują, fajnie, że wozi mój tyłek", albo "sportowe fury są dla szpanerów".
Ja jestem jednak przekonany, że na świecie istnieją trzy wielkie filozofie, które określają podejście do samochodów i te trzy nurty myślenia, nawet, jeśli nie wszyscy zdajemy sobie z tego sprawę, determinują to, jakim autem chcemy jeździć, a więc jakim jesteśmy rynkiem, który odpowiada na pytania ankieterów, którzy dyskutują z marketingowcami, którzy zlecają projektantom zadania, które realizują inżynierowie, by pracownicy fabryk i wielkie roboty mogły wyprodukować samochody, jakie ostatecznie trafią do salonu.
Mamy więc filozofię amerykańską, o której mówił Ford: auto ma być szybszym, bardziej pojemnym, mniej męczącym się koniem. Dlatego za wielką wodą wszyscy kochają pełne adrenaliny gonitwy po okręgu, dlatego tak popularne są silniki o wielkiej pojemności, które mniej się męczą, dlatego design jest stosunkowo niewyszukany, za to solidny. 
Jest też szkoła europejska, gdzie auto wyewoluowało z zabawki dla bogaczy, szlachty i magnatów przemysłowych, od początku więc było czymś w rodzaju karocy, akcesorium, którym można podkreślić swój status. Dlatego europejskie auta są pełne klasy i wdzięku, mają najciekawszy wygląd i eksperymentują z formą, chociaż nie zawsze są bardzo solidne.
Jest wreszcie myśl japońska, w której auto ma realizować postawione przed nim zadanie najlepiej, jak to tylko możliwe. Stąd nieraz stawianie kierowcy za zadaniem: doskonała terenówka jest doskonała w terenie i to ma robić. To samo dotyczy aut miejskich i sportowych. Kiedy projektuje się auta na eksport, to robi się to, czego rynek oczekuje, nie to, na co ma się ochotę. To, na co ma się ochotę robi się w domu, ale najpierw trzeba zdefiniować, co to za ochota (np ostateczne auto sportowe, jak Nissan GT-R).
I właśnie z tego podejścia do aut, z filozofii naszych oczekiwań względem roli samochodu, które ukształtowała zarówno historia jak i pewne cechy określonych grup narodowych czy historycznych, jak to było w Europie, biorą się auta.

Źródła zdjęć: jeden, dwa, trzy, cztery, pięć.

środa, 15 kwietnia 2015

Czemu kochamy auta?

W ubiegły weekend byliśmy w Poznaniu na MotorShow, powinienem więc napisać, "czemu kochamy auta i motocykle", ale akurat nikogo z naszej jednośladowej ekipy nie było z nami. Skupię się więc na samochodach. Oczywiście, znajdziecie pewnie mnóstwo relacji z tej imprezy w sieci, które skupiać się będą na premierach, jakie miały miejsce w Poznaniu. Nie było ich jakoś specjalnie dużo - Audi pokazało nowe Q7 (jedno z tych SUVowatych), Fiat zaprezentował 500X, które jest wariacją na temat 500L, które jest większą wersją zwykłego 500... I to chyba tyle.
Z zupełnie świeżych rzeczy można było zobaczyć także Mercedesa CLA, który debiutował dwa weekendy wcześniej, następcę modelu SLS, czyli Merca AMG GT, Alfę Romeo 4C, która jest bardzo, ale to bardzo egzotycznym samochodzikiem, wreszcie kolejny prototyp długo zapowiadanego polskiego superauta Arinera Hussarya, które tyle razy było już prezentowane w zupełnie odmiennych formach, że postanowiłem wstrzymać się z opiniami do dnia faktycznej premiery tego potwora (tym bardziej, że wg najświeższych doniesień tylko buda jest polska, Arinera nie produkuje silnika). Ciekawiej zapowiedziała się tutaj Praga R1, auto zaprojektowane do wyścigów wytrzymałościowych, które będzie można prowadzić na ulicy.

Wybraliśmy się także do pawilonu z motocyklami, ale z racji mojej fiksacji na punkcie pojazdów czterokołowych mogę powiedzieć tylko tyle, że większość z nich wyglądała naprawdę fantastycznie i robiła świetne wrażenie. Przyjrzeliśmy się głównie Junakom, które na tle zagranicznej konkurencji wypadają naprawdę dobrze. Gdybym miał kupować miejski skuter, raczej byłoby to Junak niż dwukrotnie droższa Vespa. I nie mówcie, że nie byłoby w tym duszy i posmaku legendy.

Niemniej, chciałem napisać o tym, czemu kochamy auta. W wielkim skrócie, dlatego, że są śliczne. Nie wszystkie oczywiście, ale też nie wszystkie cieszyły się aż takim zainteresowaniem, by móc o nich powiedzieć, że było obiektem uwielbienia tłumu. Zaryzykuję stwierdzenie, że samochody kochamy za odwagę ich twórców. Za to, że postanowili przesunąć granice, zrobić jakiś inżynieryjny majstersztyk i do tego opakować go w przyjemne dla oka nadwozie, a kierowcę połączyć z maszyną przez dobrze wykonane wnętrze.
Jasne, powiecie, że niektóre stare samochody też mają swoją duszę i legendę - mają, ale tylko te, które zostały zaprojektowane na tyle dobrze, by żyć na tyle długo, by swoją legendę nakreślić na kartach motoryzacyjnej historii. Było, jest i będzie wiele fajnych aut, które rozpadną się, zanim zapracują na miejsce w naszych pompujących wysokooktanowe paliwo serduszkach.
Z tego też powodu stoiska, na których można było zobaczyć auta "dla ludu", modele dobrze się sprzedające i popularne, nie cieszyły się takim zainteresowaniem, jak egzotyczne, rzadkie i w gruncie rzeczy drogie cuda techniki. Nie pomylę się chyba mówiąc, że najbardziej obleganymi autami były Lamborghini, oraz kosmicznie wyglądająca, nowa sportowa Alfa Romeo C4; Rolls Royce'y, które szokują swoimi rozmiarami (oraz ilością drewna i skóry w środku), przygotowane do wyścigów Maserati czy wyglądające jak model z filmu sci-fi BMW i8 - to kolejni bohaterowie tych targów. Tłumy gromadziły się także przy autach McLaren i Aston Martin; stosunkowo nie wiele przy Jaguarach - może te już się opatrzyły?

Dlatego też spodziewajcie się coraz bardziej szalonych i odjechanych pomysłów aut "cywilnych". Projektanci aut zauważają, że dla europejskiego klienta samochód zaczyna być nie tylko eleganckim i wygodnym środkiem transportu, ale swego rodzaju manifestem osobowości, stylu, gustu i charyzmy. Nie chcemy jeździć nudnymi samochodami, nawet, kiedy nas nie stać, chcemy coś egzotycznego, namiastkę indywidualizmu zaprojektowaną z błyskiem geniuszu. I chociaż powinniśmy się spodziewać, że iskra doskonałości z czasem będzie coraz bardziej przystępna cenowo, to jednak także eksperymenty w stylu Citroena Cactus będą straszyć nas na publicznych drogach coraz częściej.
W kwestii amerykańskich samochodów, nadal będę obstawiał przy swojej teorii, że o ile dla europejskiego klienta auto wyewoluowało ze szlachetnego hobby pełnego stylu i przepychu, o tyle za wielką wodą auto nadal jest po prostu następnym stadium ewolucji konia.

Więcej zdjęć znajdziecie na naszym fanpage oraz w naszej galerii na Tumblr.


Wszystkie zdjęcia: Fundacja "Kapitan Światełko".

środa, 8 kwietnia 2015

Twoja firma w Movember

Movember to międzynarodowy ruch na rzecz profilaktyki męskich nowotworów. Nasza Fundacja jest organizatorem kampanii Movember w Polsce - w 2015 roku odbędzie się druga edycja doskonale przyjętej, listopadowej akcji, nominowanej w konkursie PRotony wśród najlepszych działań PRowych ubiegłego roku. Działamy w porozumieniu z międzynarodową centralną w Wielkiej Brytanii, która obecnie przygotowuje jedenastą odsłonę akcji.
Movember - od złożenia słów Moustache (wąs) i November (listopad) to odbywająca się pod koniec roku kampania skierowana do mężczyzn i kobiet, której celem jest edukacja i namawianie Panów do badań profilaktycznych pod kątem nowotworów jąder i prostaty. Prowadzona w swobodnym tonie akcja stawia przede wszystkim na edukację przez dobrą zabawę. Movember to więc imprezy i spotkania, rzemieślnicze piwo warzone specjalnie na akcję (Movembeer) oraz koncerty i pokazy filmowe.



Więcej informacji na temat ubiegłorocznej edycji znajdziesz pod tym linkiem. Twoja firma może już teraz zaangażować się w przygotowania kampanii Movember 2015. W zależności od tego, czy chcesz zostać naszym partnerem regionalnym czy globalnym, czeka na Ciebie przygotowany przez nas pakiet działań edukacyjnych i integracyjnych dla Twoich pracowników.
Movember to kampania skierowana przede wszystkim do mężczyzn 20 - 35 oraz kobiet w podobnym wieku chcących dowiedzieć się, jak namówić swojego partnera do badań profilaktycznych. Pełne informacje na temat kampanii uzyskasz kontaktując się z nami pod adresem: movember@kapitanswiatelko.pl.


Część projektów jest już gotowa - zapytaj o nie, jeśli chcesz włączyć się jako partner finansowy przedsięwzięcia ogólnopolskiego lub w Twoim regionie.



Pakiet lokalny


Co finansujesz?
Imprezę w wybranym mieście. Każda impreza to trzy dni obecności ekipy Movember w wybranym mieście - spotkania w piątkowe popołudnie, sobota pełna atrakcji i niedzielne wydarzenia sportowe lub kulturalne. Mieszkańcy Twojego miasta dowiedzą się o profilaktyce raka jąder, panowie dowiedzą się, jak się badać, a my będziemy mieli okazję dotrzeć do dużej liczby osób, którym przekażemy wiedzę, jak wcześnie rozpoznawać u siebie nowotwory.
W piątek odbędą się spotkania w wybranym centrum handlowym, w sobotę zaprezentujemy pokaz sztuki golenia, zorganizujemy zawody sportowe dla panów i pań, wieczorem zaś odbędzie się impreza w jednym z klubów, z której dochód przeznaczymy na rozwój kampanii i druk materiałów edukacyjnych dla mężczyzn. W niedzielę Movember towarzyszyć będzie meczowi lub wydarzeniu kulturalnemu w Twoim mieście.

Co dostajesz?
Pakiet partnerski przy stanowisku do badań oraz stanowisku cyrulika/ golibrody w wybranym centrum handlowym przed piątkowe popołudnie i całą sobotę.
  • logotypy na materiałach reklamowych, promocyjnych i na stoiskach i wydarzeniach związanych z Movember.
  • informację o Twoim wsparciu w mediach regionalnych i w internecie przy okazji promocji wydarzeń, które pomagasz zorganizować.
  • udział w honorowej gali darczyńców, która odbędzie się w grudniu w Warszawie.
  • umieszczenie logotypów na wszystkich elementach promocyjnych akcji
  • umieszczenie logotypów na materiałach i gadżetach dla uczestników
  • umieszczenie logotypu i informacji o firmie na plakatach
  • opis działalności firmy i jej zaangażowania w opisie projektu
  • wzmianek o udziale firmy na każdym etapie informowania o projekcie na blogu i w social media
  • umieszczenie materiałów firmy w czasie trwania akcji i eventu
  • umożliwienie hostessom firmy udziału w eventach
  • zaangażowanie pracowników firmy w realizację eventów (wolontariat pracowniczy)
  • przyznanie nagród lub wyróżnień w kategorii wybranej przez firmę w przypadku konkursów czy zawodów
  • podziękowania za wsparcie po zakończeniu projektu
  • informację o udziale firmy w projekcie w reklamach kontekstowych w wynikach wyszukiwania Google przez tydzień poprzedzający imprezę

Pakiet globalny


Co finansujesz?
Realizację jedynej kampanii profilaktyki nowotworowej skierowanej w całości do mężczyzn w Polsce, która jest częścią międzynarodowego ruchu. Dołączysz do grona firm takich jak Cisco, Maurice Lacroix, Pernod Ricard, Gilette, Sony czy JLL. Pomożesz nam przygotować kalendarz, plakaty, identyfikację wizualną i... książkę dla ojców, którzy chcą nauczyć swoich synów o to, jak dbać o swoje męskie narządy.
Movember to nie tylko kampania edukacyjna, ale także cykl imprez, dzięki którym profilaktyka raka jąder staje się czymś męskim i naturalnym, zamiast być tylko postrachem facetów.


Co dostajesz? 


  • informację o Twoim wsparciu w mediach regionalnych i ogólnopolskich przez cały czas trwania akcji
  • logotypy i informację o swojej firmie na stoiskach do badań w sześciu największych miastach w Polsce
  • logotyp i podziękowania w unikatowej książce dla ojców, którzy chcą nauczyć swoich synów dbać o ich męskie narządy
  • logotyp i podziękowania w ekskluzywnym kalendarzu, który zostanie wydany specjalnie, by wesprzeć akcję wizytę 
  • wolontariuszy z Międzynarodowego Stowarzyszenia Studentów Medycyny, którzy przebadają męską część Twojej załogi
  • logotypy na materiałach reklamowych, promocyjnych i na stoiskach i wydarzeniach związanych z Movember
  • informację o Twoim wsparciu w mediach regionalnych i w internecie przy okazji promocji wydarzeń, które pomagasz zorganizować
  • udział w honorowej gali darczyńców, która odbędzie się w grudniu w Warszawie
  • umieszczenie logotypów na wszystkich elementach promocyjnych akcji
  • umieszczenie logotypów na materiałach i gadżetach dla uczestników 
  • umieszczenie logotypu i informacji o firmie na plakatach
  • opis działalności firmy i jej zaangażowania w opisie projektu 
  • wzmianki o udziale firmy na każdym etapie informowania o projekcie na blogu i w social media
  • umieszczenie materiałów firmy w czasie trwania akcji i eventu
  • umożliwienie hostessom firmy udziału w eventach
  • zaangażowanie pracowników firmy w realizację eventów (wolontariat pracowniczy)
  • przyznanie nagród lub wyróżnień w kategorii wybranej przez firmę w finałach konkursów czy zawodów
  • podziękowania za wsparcie po zakończeniu projektu
  • informację o udziale firmy w projekcie w reklamach kontekstowych w wynikach wyszukiwania Google przez łącznie cztery miesiące

środa, 1 kwietnia 2015

SSS - drużyna jak z F1, projekt jak z przyszłości!


W styczniu świat obiegła wiadomość, że Mercedes zaprezentował prototyp 015, który... prowadzi się sam. Mieliśmy już okazję zobaczyć, jak to auto wygląda, a także, w Las Vegas, sprawdzić, czy faktycznie jeździ samo. W marcu odbyła się druga część testów tego projektu i to w Polsce.
W polskiej wersji SSS, czyli System Samoprowadzący Samochód to na razie robocza nazwa, ale jego twórcy już przygotowują się do wejścia na rynek. Za wszystkim stoi oczywiście Mercedes Benz i partner temu F1 tej firmy, czyli kanadyjski producent smartfonów, BlackBerry. Ponieważ z kolei BlackBerry opiera swoje systemy nawigacji na technologii Bing, także Microsoft jest aktywnie zaangażowany w rozwój projektu.

Artykuł ten zaprezentowaliśmy 1 kwietnia jako Prima Aprillisowy żart - mimo wszystko dziękujemy za wszystkie zapytania dotyczące możliwości instalacji systemu SSS w ich samochodzie.

Co ciekawe, SSS nie będzie ograniczony jedynie do futurystycznych modeli w przyszłości - jak zdradziła nam przedstawicielka BlackBerry w Polsce, Kanadyjczycy, wspólnie z Mercedesem, chcą, by był kompatybilny także ze starszymi samochodami. Udostępniliśmy więc nasze fundacyjne auto, by sprawdzić, czy faktycznie może to mieć sens...
Instalacja SSS w naszym samochodzie trwała blisko dwa dni, ale rezultaty są niesamowite. Pierwszą rzeczą, jaka rzuca się w oczy jest ekran dotykowy opracowany przez BlackBerry, który stylistyką nawiązuje do wnętrz najnowszych modeli Mercedesa. Nie tylko pozwala on na kontrolowanie samego systemu SSS, ale ma także wbudowaną potężną bibliotekę aplikacji umożliwiających rozrywkę w trakcie jazdy, kiedy elektroniczny szofer przejmuje kierownicę. Ekran ma tę miłą funkcję, że składa się, kiedy nie jest nam potrzebny.
Mózgiem całego systemu SSS jest mała czara skrzynka, która zajmuje niewiele miejsca w bagażniku. Można ją w każdej chwili odłączyć - biały i czarny kabel to ułatwienie dla osób, które nie mają nawet zielonego pojęcia o elektronice. W domu moduł SSS można będzie podłączyć do komputera, aby zainstalować nowsze oprogramowanie czy nowe aplikacje, widoczne potem w kokpicie. W "czarnej skrzynce" znajduje się także moduł GPS, który określa pozycję samochodu z dokładnością do 6cm. To pozwala na precyzyjne manewrowanie samochodem. Nawet w czasie kiepskiej pogody, jaką mieliśmy w trakcie testów cały system działał bez zarzutu.
No właśnie - a jak to właściwie działa? Najpierw programujemy trasę - możemy to zrobić w samochodzie, albo w domu, z użyciem smartfona BlackBerry. Wówczas wystarczy wykorzystać obecną już w tych urządzeniach technologię BB Bridge, dzięki której skomunikujemy telefon z samochodem i pozwolimy mu na zgranie mapy podróży do komputera SSS.
Następnie wydajemy komendę głosowo lub przez naciśnięcie ekranu, a auto samo wycofa z miejsca parkingowego i ruszy w trasę. Po drodze zatrzyma się przed innymi samochodami, zwolni przed przejściem dla pieszych, rozpozna kolor świateł, ustąpi pierwszeństwa sczytując znaki na poboczu, wreszcie znajdzie wolne miejsce i zaparkuje.
Wszystko to dzieje się dzięki systemowi kamer zamontowanych na lusterku, przy ekranie oraz na przednim i tylnym zderzaku. Do tego dochodzą standardowe czujniki odległości i technologia GPS oraz wczytane mapy Bing, które pozwolą naszemu samochodowi wybrać trasę optymalną do natężenia ruchu. Auto będzie jechać zgodnie z przepisami, więc tryb sportowej taksówki raczej nie będzie dostępny, ale na autostradzie radzi sobie świetnie. W czasie podróży z Wrocławia do Zabrza nasz Mercedes sam wyprzedzał wolniejsze pojazdy, wyświetlił także informację o bramkach i kiedy podjeżdżaliśmy do płatnego odcinka, przypomniał o przygotowaniu drobnych.

Testowaliśmy auto także na placu manewrowym, ale system nie jest przygotowany do tego, aby samodzielnie jeździć po zaplanowanej trasie w pustym otoczeniu - jako zabawka raczej się więc nie sprawdza. Pozwala jednak na przejrzenie notatek przed spotkaniem, dokończenie porannego makijażu, odprężenie się w korku czy odpisanie na ważne maile w drodze do pracy. Nie wiemy jeszcze, jak będzie wyglądała cena zestawu dla użytkownika, ale należy się spodziewać kwoty powyżej 10 tysięcy złotych. Sama instalacja możliwa będzie na razie wyłącznie we Wrocławiu, gdzie oprócz składanego ekranu i skrzynki, które są widoczne, samochód otrzymuje także zestaw kamer i czujników. Samo okablowanie prowadzone jest tak, aby nie zwracało uwagi - przykładowo na zdjęciu widać kable, które umieszczone są za schowkiem pasażera. Wszędzie jest rozróżnienie na białe i czarne, co pomaga przy ewentualnym odłączeniu części podzespołów.

Dodatkowo otrzymujemy specjalne gniazdo, w miejsce standardowego złącza i zapalniczki, które umożliwia nam połączenie samochodu ze smartfonem BlackBerry przez kabel USB. Takie rozwiązanie nie tylko sprawia, że możemy wykorzystać wcześniej zaplanowaną trasę, ale także ładuje telefon i umożliwia dzwonienie przez niego z wykorzystaniem systemu głośnomówiącego, sprzężonego z głośnikami i mikrofonem umieszczonym w obudowie ekranu.

Jak tylko ustalimy kwestię prowadzenia przez system SSS z Policją, napiszemy na naszym blogu. Mamy także nadzieję, że w nadchodzących tygodniach uda nam się wspólnie z Mercedesem przygotować dzień, w którym będzie można zobaczyć na żywo działanie systemu SSS i przejechać się samochodem, w którym mała czarna skrzyneczka z bagażnika wszystko zrobi za nas.

Zapraszamy także do polubienia naszej strony na Facebooku, gdzie znajdziecie więcej zdjęć i materiałów w samoprowadzącym się samochodem Fundacji "Kapitan Światełko". Poniżej prezentujemy kilka naszych zabaw na parkingu i wywiad z Panią Anną Vlochowitch - Smith z polskiego biura BlackBerry. Przepraszamy za kiepską jakość, ale mieliśmy naprawdę fatalną pogodę.



Źródła zdjęć: jeden, reszta: Fundacja "Kapitan Światełko".