poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Jazda samochodem w górach

W ostatnim czasie wybraliśmy się samochodem w malowniczy Beskid Śląski, aby przygotować dla Was kilka praktycznych porad dotyczących jazdy samochodem po górach. Nie będziemy pisać jednak o wyczynowej jeździe terenowymi pojazdami; wspomnimy tylko o paru aspektach, które ważne mogą okazać się dla każdego kierowcy, który znajdzie się swoim osobowym samochodem na krętej drodze prowadzącej na przełęcz.

O ile przygotowywaliście się do kursu na prawo jazdy gdzieś w południowej Polsce, np w okolicach Beskidów właśnie, zapewne wiecie o wszystkim, co napisaliśmy poniżej. Ponieważ jednak sezon wakacyjny mamy w pełni, zakładamy, że może planujecie wypad w góry, polskie czy też za granicą, aby pooddychać świeżym powietrzem i nacieszyć oczy widokami ze szczytów.

Przygotowując auto do wyjazdu warto zajrzeć do stacji kontroli pojazdów - jeżeli nie podbijacie przeglądu, zwykle za około 20zł panowie zajrzą w zakamarki Waszego auta, żeby potwierdzić, że nie zawiedzie Was ono w trasie. Pamiętajcie także, żeby sprawdzić przed wyruszeniem w drogę poziomu oleju czy płynu w chłodnicy - podczas podjazdów Wasze auto nieco bardziej się zmęczy, bo będziecie chcieli utrzymać silnik na wysokich obrotach. Gotowi? No to jedziemy!


Podjazdy

W czasie podjazdów pod górę lepiej trzymać silnik na wyższych obrotach (a więc pozwolić mu nieco "powyć"). Bliżej czerwonych pól na obrotomierzu auto ma po prostu więcej mocy, a więc w sytuacji, kiedy będziecie musieli wykonać jakiś manewr możecie mieć pewność, że nie zajmie on Was pół godziny. Redukcja na skrzyni biegów, czyli jechanie na niższym biegu sprawi co prawda, że zużycie paliwa wzrośnie, ale skazywanie się na powolną jazdę na niskich obrotach będzie z pewnością jeszcze mniej przyjemne niż kolejna wizyta na stacji benzynowej.
W samochodach z automatyczną skrzynią biegów również możemy jechać na wyższych obrotach - służy do tego blokada skrzyni tak, aby nie zwiększała ona obrotów lub ustawienie jednego biegu - opisaliśmy to w punkcie dotyczącym zjeżdżania.


Zjazdy

Jednym z najgorszych pomysłów, jakie możecie mieć zjeżdżając z przełęczy po drodze w górach jest wrzucenie na luz i jazda "za darmo". Nie wolno także podejść standardowo do jazdy - tzn. standardowo zmieniać biegów i hamować hamulcem, kiedy auto zacznie nam niebezpiecznie przyspieszać. Dlaczego? Sprawa jest prosta - zjeżdżając z góry samochodem ważącym ponad tonę na pewno poczujecie, że nabiera on prędkości. Co chwila będziecie chcieli więc hamować, żeby nie stracić nad nim panowania. To z kolei sprawia, że hamulce się mocno rozgrzewają i tracą swoje właściwości - w krytycznej sytuacji mogą Was nawet zawieść i pozwolić auto toczyć się, mimo, że pedał hamulca wciśniecie w podłogę.
Jak więc temu zapobiec?
Sprawa jest bardzo prosta - hamujemy silnikiem. W aucie z manualną skrzynią biegów wystarczy dokonać redukcji, czyli zrzucić bieg na niższy - zwykle na dwójkę - i nie operując pedałami po prostu dać autu powoli toczyć się w dół. Dzięki temu nie naciskamy zbyt często na hamulec i auto mamy cały czas pod kontrolą - wiemy, że nie rozpędzi się bardziej, niż pozwala mu na to przekładnia. W momencie, kiedy chcemy przyspieszyć dociskamy gaz, cofamy zaś nogę, aby auto powróciło do swojego standardowego tempa, ew. delikatnie możemy przyhamować, żeby szybciej zredukować prędkość. Ta metoda również powoduje wzrost spalania, ale zdecydowanie polecamy zjeżdżanie z mniejszą ilością paliwa, niż jazdę z rozgrzanymi do czerwoności tarczami hamulcowymi, po których ślizgają nam się klocki.
W przypadku samochodów z automatyczną skrzynią biegów mamy dwa rozwiązania stosowane przez producentów. Większość starszych pojazdów, jak na przykład nasze fundacyjne auto, ma możliwość zablokowania skrzyni tak, aby nie zmieniała przełożeń na wyższe niż oznaczone. Widać to na załączonym zdjęciu. Chociaż mechanizm ten rozwiązywany jest różnie, zwykle kilka najniższych przełożeń możemy zablokować tak, że skrzynia biegów będzie operowała na niższych przełożeniach, ale nie pozwoli zmienić sobie biegu na wyższy. Zasada jest analogiczna jak przy manualnej skrzyni - kiedy auto zacznie przyspieszać zmieni bieg na kolejny i na nim się zatrzyma, tak, jak to ustawimy.
W nowszych samochodach na dźwigniach zmiany biegów znaleźć możemy, oprócz standardowych ustawień (P, R, N, D) także możliwość przestawienia skrzyni na coś w rodzaju sekwencyjnej, znanej z wyścigów samochodowych i rajdów. Wówczas, zwykle na desce rozdzielczej, pojawia się informacja o tym, jaki bieg jest wybrany - ustawieniami plus i minus zmieniamy ustawiamy optymalne przełożenie i pozwalamy samochodowi toczyć się w dół.
Pamiętajcie, aby korzystać z tego sposobu zjeżdżania i maksymalnie oszczędzać hamulce. Mogą Wam się przydać w trudniejszych sytuacjach, a oprócz tego zaoszczędzicie nieco na wymianie klocków.

Ruszanie pod górę

Ruszanie pod górę jest zmorą wielu kandydatów na kierowców - nawet, jeżeli kurs prawa jazdy macie już dawno za sobą, dobrze jest poćwiczyć sobie nieco na osiedlowych podjazdach w okolicy domu, zanim wybierzecie się, by zaparkować swoje auto na parkingu pod ośrodkiem na zboczu.
O ile posiadaczom automatów jest łatwiej, bo samochody z taką skrzynią nie staczają się (jako że nie możemy wrzucić ich na luz wciskając sprzęgło i pozwalając kołom toczyć się swobodnie), o tyle w przypadku aut z manualną skrzynią biegów lepiej nauczyć się operować hamulcem ręcznym, zwłaszcza, kiedy przyjdzie nam manewrować między innymi samochodami zaparkowanymi pod kątem.


Parkowanie samochodu

Zakładamy, że Wasz samochód jest w pełni sprawny, nie ma więc powodów, by nie ufać hamulcowi ręcznemu. Mimo wszystko jednak polecamy zostawianie auta "na biegu" w górach, żeby nie zastanawiać się przez cały czas wędrówki, czy czasem nasz samochód nie stoczył się gdzieś, bo za mało "zaciągnęliśmy wajchę".
Podczas parkowania auta na pochyłości należy pamiętać o dwóch zasadach - po pierwsze, nigdy nie parkujemy samochodu bokiem do stoku. Dlaczego? W przypadku, kiedy wpadnie na nas inne auto istnieje ryzyko, że nasz samochód przekoziołkuje po dachu. A tego zdecydowanie wolelibyśmy uniknąć. Parkujemy więc wyłącznie przodem lub bagażnikiem w dół.
Po drugie, zostawiając auto na biegu zawsze blokujemy sobie koła w stronę przeciwną niż stoimy - a więc jeśli maska skierowana jest w dół stoku zostawiamy auto na wstecznym biegu, jeżeli zaś parkujemy tyłem w dół - wrzucamy jedynkę. Dlaczego? Samochód zostawiony na jedynce, skierowany w dół, nadal może toczyć się do przodu - skrzynia blokuje przełożenie tak, aby koła obracały się do przodu. Nie wdając się w techniczne szczegóły powiedzmy tylko, że zadziałać nam może tutaj mechanizm z odpalania auta "na pych" - koła się obracają razem z silnikiem.
Jeżeli jednak zostawimy auto ustawione "dziobem" w dół na wstecznym, trzeba byłoby je wciągać pod górę, żeby silnik zaczął się obracać - mamy więc pewność, że samochód nie stoczy nam się, nawet w przypadku awarii hamulca ręcznego.
Ważne jest to zwłaszcza zimą (lub jeżeli wybieracie się w bardzo wysokie góry, gdzie nawet latem są temperatury poniżej zera) - wówczas zostawiamy samochód wyłącznie na biegu, aby uniknąć zamarznięcia linki hamulca ręcznego, co w praktyce zakleszczy nam tylne hamulce i zablokuje koła.
Kierowcy samochodów z automatyczną skrzynią biegów nie mają tego problemu w ogóle

Światła

Jadąc krętą, górską drogą w nocy możemy mieć problem z jej dostrzeżeniem - zwłaszcza zakrętów, do których dopiero się zbliżamy. Według przepisów możemy wtedy używać świateł drogowych, czyli tzw. "długich". Po pierwsze pozwoli nam to widzieć więcej drogi przed nami i przygotować się do kolejnych manewrów - zwolnić przed zakrętami, etc. Po drugie, kiedy kierowcy korzystają z tej możliwości mogą dostrzec się nawzajem - oczywiście kiedy tylko zauważmy drugi samochód wyłączamy światła drogowe i korzystając ze świateł mijania (te standardowe, z których zawsze korzystamy w ciągu dnia i nocą), aby nie oślepić jadącego z przeciwka.
Pamiętajcie także, że kiedy jedziecie za innym samochodem, włączając "długie" oślepiacie go, gdyż wszystko odbija mu się w lusterkach. Na górskich drogach nocą tłoku jednak nie ma, jest więc szansa, że będziecie mieli możliwość sprawdzenia, jak faktycznie sprawują się światła drogowe na "serpentynach".

Uzbrojeni w tą wiedzę śmiało ruszajcie na urlop w góry. My wybraliśmy się do Ustronia i Brennej, zahaczyliśmy także o Przełęcz Salmopol - między Wisłą i Szczyrkiem, gdzie w obie strony wiedzie kręta, stroma droga.

Jeżeli chcesz coś dodać, albo coś wydaje Ci się niezbyt zrozumiałe, napisz komentarz na naszym blogu lub na naszym profilu na Facebook czy Google+. Możesz także napisać bezpośrednio do Fundacji na adres mailowy.

Źródła zdjęć: 
Fundacja "Kapitan Światełko"
Shutterstock
Fundacja "Kapitan Światełko"

0 komentarze:

Prześlij komentarz