środa, 28 maja 2014

Zabierz Tomka na MotoGP do Czech!

Tomek ma 16 lat - jest podopiecznym Fundacji Mam Marzenie i chciałby zobaczyć kiedyś zawody MotoGP na żywo - jako miłośnicy sportów motorowych nie mogliśmy pozostać obojętni w tej sytuacji. Organizujemy więc wyjazd dla Tomka do Brna - 17 sierpnia 2014 odbędą się tam zawody o Grand Prix Czech.

Dzięki współpracy Fundacji Mam Marzenie i Fundacji "Kapitan Światełko", MM Cars Katowice oraz Business Lease, sen Tomka ma szanse się spełnić. Kiedy dowiedzieliśmy się o tym, że nasi przyjaciele z Katowic odwiedzili 16-letniego mieszkańca Zaborza, a ten po długim namyśle wybrał w końcu wyjazd na zawody motocyklowe, zdecydowaliśmy, że zorganizujemy całą tę wyprawę. Zdecydowaliśmy się nie tylko pomóc w zdobyciu biletów na tę niezwykłą imprezę sportową, ale także przygotować cały wyjazd tak, aby był dla Tomka niezapomnianym przeżyciem.

Początkowo oryginalny sponsor tego wyjazdu postawił wymaganie: 10.000 uczestników wydarzenia na Facebook miało pozwolić na organizację wyjazdu Tomka. Z pewnych względów zdecydowaliśmy się jednak na zmianę partnera w realizacji tego wydarzenia - dzięki firmie MMCars z Katowic będziemy mogli przygotować zdecydowanie bardziej atrakcyjny wyjazd, zaś dzięki współpracy z Business Lease udało nam się zakupić bilety dla Tomka i jego opiekunów. Wydarzenie na Facebook przyniosło jednak ogromnie ważny efekt - wielkie wsparcie rzeszy ludzi dla Tomka i  pozytywną energię. Możesz znaleźć je pod tym linkiem.

Fundacja Mam Marzenie opiekuje się dziećmi i młodzieżą, których choroby zagrażają ich życiu. Dlatego też spełniają ich marzenia - ma to niebagatelne znaczenie dla samopoczucia i siły woli. Zajmując się nie tylko bezpieczeństwem w ruchu drogowym i propagowaniem sportów motorowych, ale także osobami poszkodowanymi w wypadkach drogowych wiemy, jak bardzo istotna jest wiara w to, że wszystko będzie dobrze. Wierzymy, że dla Tomka takim niezwykłym momentem będzie zajęcie miejsca na trybunie na torze w Brnie 17 sierpnia 2014.

Możesz pomóc tworzyć taką pozytywną energię i dając swoje wsparcie w prosty sposób - klikając "biorę udział" w tym wydarzeniu na Facebook, zapraszając swoich znajomych i podając te informacje dalej. Dzięki Tobie i Twoim przyjaciołom, którzy okazali tak duże zainteresowanie mogliśmy znaleźć nowego partnera do tego przedsięwzięcia, a ten niezwykły sen o wyjeździe na MotoGP - ziści się tego lata.
Polub także profile Fundacji "Kapitan Światełko" i Fundacji Mam Marzenie na Facebook - znajdziesz tam bieżące informacje o przygotowaniach do wyjazdu. Na naszej stronie pojawią się także zdjęcia i pełna relacja z całej wyprawy - dzięki temu i Ty będziesz mieć okazję przeżyć to, co pomożesz nam zorganizować.

Zdjęcia dzięki Fundacji Mam Marzenie.

wtorek, 27 maja 2014

"Wózek z czymś"

Sędziów gry miejskiej "Bezpieczeństwo bez barier" - w tym także mnie - poproszono o chwilę refleksji na tym, co wydarzyło się w czasie rzeczonej gry i przesłanie wniosków do organizatorów. Napisałem na ten temat już cały post w ubiegłym tygodniu w naszym Dzienniku Kapitańskim, pozwolę sobie jednak na kilka dodatkowych słów komentarza. 
Dłuższą chwilę zastanawiałem się, jak zacytować ten post - w końcu padło na sformułowanie, którego użyła jedna z urzędniczek w Urzędzie Wojewódzkim w Katowicach, gdzie grupa, której byłem sekundantem, realizowała swoje drugie zadanie.
Pozwolę sobie przytoczyć całą rozmowę: otóż licealna młodzież, ubrana w odblaskowe kamizelki z logo akcji, zbliża się do drzwi gabinetu, gdzie mają pobrać odpowiedni wniosek. Zadanie ma wykonać osoba na wózku inwalidzkim, więc najpierw koleżanka, która jest w tym zadaniu pomocnikiem osoby niepełnosprawnej, wchodzi do pomieszczenia. Wejście jest przez dwuskrzydłowe drzwi - żeby jednak wózek się zmieścił, należałoby otworzyć obie ich części. Dziewczyna pyta więc urzędniczki: "przepraszam, czy mogłaby nam pani otworzyć drzwi, bo chcielibyśmy wjechać z wózkiem". "Wózkiem z czym" - odpowiada urzędniczka (ton jej głosu pozostawię bez komentarza). "No... eee... z człowiekiem." - uczestniczka gry jest mocno skonfundowana. Ostatecznie pani urzędnik nie otwiera drzwi - wychodzi na korytarz i pochylając się nad dziewczyną na wózku każe jej podpisać kolejne papiery, żeby uzyskać odpowiedni kwit.
Chociaż młodzież wydawała się być mocno rozbita całą tą sytuacją, to ich opiekunka, szkolna pani psycholog, oraz ja niespecjalnie kryliśmy zdziwienie. Urzędnicy z instytucji wszelkich przyzwyczaili nas do traktowania człowieka jako petenta, który burzy urzędniczy spokój - nie ma się co oszukiwać, taki jest obraz urzędnika w Polsce. Wszyscy powtarzają to, jak kraj długi i szeroki i wszyscy narzekają. Nawet moi znajomi, którzy mieli okazję pracować w urzędach zaznaczają, że panuje tam specyficzna atmosfera, która wykształca pewną mentalność i nazwijmy to zobojętnienie na drugiego człowieka.
Z jednej więc strony jak dla mnie Urząd Wojewódzki, zlecając realizację tej gry miejskiej, jest moralnym zwycięzcą całej tej historii - w teorii. Wymyślili bowiem, że pora sprawdzić, jak ludziom niepełnosprawnym trudno poruszać się po Katowicach załatwiając różne sprawy.
Z drugiej jednak strony Urząd jest również największym przegranym w całej tej grze - pracownicy wszystkich innych instytucji zachowywali się bowiem o niebo lepiej niż urzędnicy, których mieliśmy okazję spotkać w czasie wykonywania zadań.
Według moich informacji personel żadnego z miejsc, do których się udaliśmy, nie był poinformowany do końca co się będzie działo, jak pomagać uczestnikom gry i jakie zadania mieli oni realizować - musieli więc przygotować się na wszystko. Zakładam więc, że zachowywali się najlepiej, jak potrafili - starali się być pomocni i cierpliwi. Dotyczyło to zarówno biblioteki publicznej czy dworca, jak i prywatnych placówek - kina i kawiarni.
Dlaczego więc, skoro u wszystkich innych uczestnicy gry wyzwalali najlepsze emocje i chęć pomocy, w Urzędzie Wojewódzkim powodowali frustrację, zniecierpliwienie i niechęć urzędników? Bo "marnowali czas" urzędnika? Marnowali także czas pani w Scenerii czy pań w informacji na dworcu PKP w Katowicach, a mimo to zostali obsłużeni jak każdy inny klient. Moim zdaniem jest więc jakiś podstawowy błąd jeżeli chodzi o szkolenie w obsłudze klienta (klienta, nie petenta czy cosia na wózku) w urzędach - nie tylko w Urzędzie Marszałkowskim.
Zapewniam Was, że największym problemem osób niepełnosprawnych nie są bariery architektoniczne - wszędzie są windy, podjazdy, szyny i inne udogodnienia dla wózków, wskazówki poziome dla osób niewidomych, a osoby głuchonieme radzą sobie na pewno zdecydowanie lepiej mając ze sobą telefon czy tablet, z pomocą którego mogą się komunikować bez konieczności znajomości języka migowego.
Urząd Wojewódzki był najtrudniejszym obiektem nie dlatego, że w dniu gry miejskiej trwała jakaś przeprowadzka i przez blisko godzinę winda dla osób niepełnosprawnych była zajęta przez pracowników wynoszących biurka - największą barierą nie były przeszkody architektoniczne, schody czy progi. Drzwi były zamknięte, bo pani urzędniczka nie chciała ich otworzyć dla cosia na wózku. Sporo czasu zajęło mojej grupie uzyskanie przepustki, bo pani, która miała minę, jakby obsługiwała uczestników za karę nie chciała w ogóle podjąć komunikacji z osobą głuchoniemą za pośrednictwem smartfona, na ekranie którego były wyświetlone zapytania. Zamiast tego widząc gest uczestniczki, która wskazywała na swoje uszy - że nie słyszy i nie rozumie - pani urzędnik wstała i znikła bez żadnego komunikatu. Wróciła po chwili prowadząc ze sobą koleżankę posługującą się językiem migowym, która, zrozumiawszy, że uczestniczka nie potrafi się nim posługiwać, wzięła od niej telefon i przeczytała prośbę.
Czy musiało to zająć aż tyle czasu? 
Nie mam pojęcia, co myśleli sobie urzędnicy na temat uczestników gry. Czy sądzili, że tylko "udają" - "wcielają się w role" osób niepełnosprawnych i dlatego traktowali ich jak irytujących natrętów? Czy może byli przekonani, że jest to jakiś "zlot" osób niepełnosprawnych - to przeraża mnie już nie na żarty, bo oznacza, że autentycznie urzędników cechuje absolutne znieczulenie na te problemy.

Powtórzę więc jeszcze raz - dla mnie najważniejszą konkluzją z całe te gry jest to, że nie bariery architektoniczne są problemem, ale podejście ludzi.

Dla eksperymentu może należałoby teraz, bez kamizelek, oznaczeń i pomocników - wejść w rolę osoby niepełnosprawnej i wybrać się do Urzędu Wojewódzkiego, który był wg mnie najbardziej problematycznym zadaniem - i spróbować załatwić coś sprawdzając, jak zachowają się urzędnicy. Nie dać im poznać ani na sekundę, że to tylko element swego rodzaju testu - już nie dla młodzieży, która ma zrozumieć, jakie problemy mają osoby niepełnosprawne - ale dla urzędników, żeby sprawdzić, jakie mają podejście na co dzień.

Więcej informacji na temat całej gry miejskiej możesz znaleźć na naszym Facebook lub Google+. W naszej galerii na Tumblr umieszczałem zdjęcia na bieżąco - w trakcie wykonywania zadań. Jeżeli korzystasz z urządzeń mobilnych, możesz przeglądać newsy i artykuły w formie czasopisma w aplikacji Flipboard.
Jeżeli chcesz się ze mną skontaktować, napisz na adres mailowy Fundacji lub złap mnie na Twitter.

czwartek, 22 maja 2014

Tor24.pl - Zabrze - Targi Pasji

Mieliśmy przyjemność współpracować z Tor24.pl przy organizacji Targów Pasji - dzięki uprzejmości właściciela toru osoby odwiedzające tego dnia Centrum Handlowe M1 w Zabrzu mogły odebrać na stoisku Fundacji "Kapitan Światełko" kupony zniżkowe ważne w tym dniu. Chętni na przejazd gokartem z bilecikiem z logo Fundacji mieli aż 30% zniżki w tę słoneczną sobotę. 

Na gokarty wybierały się całe rodziny z dziećmi - wiele osób, dzięki naszej zachęcie, mogło spróbować tego fantastycznego sportu na największym torze do cartingu w Polsce. Nasze stoisko zaś cieszyło się ogromnym zainteresowaniem - ze sceny w pasażu M1 Zabrze informowaliśmy o możliwości pobrania kuponów, które goście Centrum Handlowego bardzo chętnie pobierali.
Dziękujemy za przygotowanie tak atrakcyjnej promocji na hasło Fundacja "Kapitan Światełko" i zagwarantowanie jeszcze jednej, niezwykłej atrakcji tego dnia.

Więcej o Torze możecie przeczytać na ich oficjalnej stronie internetowej.




środa, 21 maja 2014

Po co robić gry miejskie?

Jak już wspominałem, w ubiegłym tygodniu brałem udział jako sędzia w grze miejskiej organizowanej przez Stowarzyszenie IKS na wniosek Urzędu Wojewódzkiego w Katowicach. Gra pod tytułem "Bezpieczeństwo bez barier" była częścią kampanii "Pełnosprawne bezpieczeństwo", a jej idea mocno wpisywała się w to, w co wierzymy jako Fundacja. O tym, jak cała akcja była odbierana przez bezpośrednio zainteresowanych - tj. przez urzędników, postaram się napisać jeszcze w tym tygodniu.
Dzisiaj jednak interesuje mnie przede wszystkim zaangażowanie uczestników w taką grę. Pomyślałem sobie bowiem, że młodzież właściwie w każdy, nawet najbardziej niestandardowy projekt jest wciągnąć dość łatwo. Jeżeli już uda nam się znaleźć kogoś, kto ma chwilę wolnego czasu, kogo wyekspediuje na taką grę szkoła i kto wykaże chociaż minimum zaangażowania, to właściwie wszystko jedno, czy poprosimy tę osobę o roznoszenie pluszowych misiów na przystankach (vide akcja Nie bij mnie, Kochaj mnie), czy o wcielenie się w rolę osoby niewidomej. Z moich obserwacji wynika, że obecna młodzież, w wielkim uproszczeniu, dzieli się na dwa typy: tych, którzy angażują się we wszystko i tych, którzy nie angażują się w nic.
Na pewno można byłoby tutaj zostawić pole do popisu specjalistom, którzy przeanalizowaliby to zjawisko, mnie jednak interesuje coś zgoła innego: zastanawiałem się bowiem, czy zgodziłbym się na udział w tej grze jako uczestnik, a nie jako sędzia.
I tutaj pojawia się pewien problem: otóż ja zdaję sobie sprawę z tego, jak koszmarnie trudne jest przemieszczanie się po mieście, kiedy ma się ograniczoną sprawność ruchową. Pamiętam, jak mój dobry przyjaciel po poważnej kontuzji kolana poruszał się o kulach i jak wielką trudność mu to sprawiało - na przykład wciąganie się codziennie po schodach w warszawskich przejściach podziemnych, nie czekając na windę. O ile więc trudniejsze musi być poruszanie się na wózku po rozkopanych Katowicach, które są dość "pagórkowatym" miastem - mówię z punktu widzenia rowerzysty.
Nie to jednak jest dla mnie najbardziej przerażające - tak, to właściwie słowo. Ponieważ znaczna część moich najmłodszych lat to walka z utratą wzroku, bardzo obawiam się sytuacji, w której nie widziałbym, co się wokół mnie dzieje. Na co wpadam, kogo mijam, gdzie tak naprawdę jestem - słowem, myśl o tym, że ktoś mógłby zasłonić mi oczy i puścić mnie przez katowicki dworzec napawa mnie lękiem. Jest to jedna z rzeczy, których nie chciałbym doświadczyć, nawet w ramach wcielania się w rolę (celowo nie używam słowa "udawanie", bo zdecydowanie bliżej mu do zabawy niż tym zadaniom, które mieli przed sobą uczestnicy gry).
Mówiąc w wielkim skrócie, ja, jako osoba która ma za sobą odrobinę więcej doświadczeń niż uczestnicy "Bezpieczeństwa bez barier" miałbym pewne opory, żeby wziąć w tej grze udział. Zdaję sobie jednak sprawę z tego, że są one bardzo niewielkie w porównaniu do tego, jak reagowali ludzie widząc, co robią kolejne drużyny przygotowując się do zadań. Na dworcu przygotowywaliśmy uczestników w hallu głównym, gdzie na posterunku czekali na nas ludzie z Regionalnego Centrum Wolontariatu w Katowicach, opiekunowie tego zadania. Nikt nie podszedł do nas zapytać, co się właściwie dzieje, co to za akcja, etc. Ludzie przechodzili albo obojętnie, albo z mieszanką zdziwienia i niechęci na twarzy. Bo czemu ktoś miałby chcieć zasłonić sobie oczy i próbować w ten sposób przejść przez dworzec? Albo czemu ta dziewczyna pcha sobie zatyczki do uszu?

Ponieważ niepełnosprawność nas przeraża i uważamy, że na pewno nie przytrafi się nikomu z naszych bliskich, ani tym bardziej nam, dystansujemy się od niej i nie chcemy mieć z nią nic wspólnego. Nie chcemy brać udział w takich grach, bo raz, że trzeba ubrać "głupią" kamizelkę, a dwa, że trzeba zasłonić sobie oczy, albo usiąść na wózku i "robić z siebie kretyna" w kinie, urzędzie czy kawiarni. Takie wypowiedzi słyszałem pytając kilku przypadkowych osób w kolejnych dniach, pokazując im zdjęcia i opisując grę. Owszem, większość była zainteresowana i wypowiadała się przychylnie o całej akcji mówiąc, że była ona potrzebna - moje pytanie brzmi jednak - czemu nie wszyscy?
Czemu są wśród nas ludzie, którzy nie widzą tego, że osoby niepełnosprawne codziennie "muszą robić z siebie kretyna" wychodząc na ulicę i dosłownie "walcząc z rzeczywistością"? Ostatnio stałem na światłach za człowiekiem, który trąbił na niewidomego, który powoli przechodził przez jezdnię i był jeszcze na pasach, kiedy dla samochodów zapaliła się zielona strzałka. Takie sytuacje w ogóle nie powinny mieć miejsca - i nie mówię już tutaj o empatii czy jakimkolwiek zrozumieniu, ale chociaż o takcie i odrobinie kultury osobistej.

Jeżeli o mnie chodzi, to Urząd Wojewódzki powinien zasponsorować furgonetkę, która wyposażona byłaby w odpowiedni sprzęt - wózek inwalidzki, białą laskę, ciemne okulary (mogą być zamalowane sprayem takie okulary do spawania, pierwsze rozwiązanie jakie przyszło mi do głowy), zatyczki do uszu i takie ochraniacze na szczękę, ale na tyle niedopasowane, że nie da się w nich mówić. Taki furgon jeździłby po mieście, a jego kierowca łapałby ludzi na ulicach i mówił: "idzie pan/ pani do urzędu? Jak uda się załatwić sprawę na wózku, albo z zasłoniętymi oczami, 300zł nagrody".  Jestem ciekaw, ile osób machnęłoby ręką i wstało z wózka, bo to męczenie się nie jest warte trzech stówek. I jestem ciekaw, czy pomyśleliby o tym, że dla niektórych to nie jest kwestia "nagrody", ale codziennego przetrwania.


Może moje pomysły wydają Ci się szalone? Może są niesmaczne, bez sensu, lub po prostu nie na miejscu? Możesz wyrazić swoją opinię w komentarzach, napisać na naszym Facebook albo Google+. Jeżeli chcesz się skontaktować ze mną, napisz po prostu mail do Fundacji lub złap mnie na Twitter.

Wszystkie zdjęcia z tej akcji zrobione przeze mnie możecie znaleźć w naszej galerii na Tumblr. Tam umieszczamy także - nie rzadko na bieżąco - zdjęcia robione w czasie naszych akcji.

wtorek, 20 maja 2014

Stop Pijanym Kierowcom - w CH M1 Zabrze

W ubiegłą sobotę, dokładnie tydzień po zrealizowanych przez naszą Fundację "Targach Pasji" i finale konkursu #przezUE, w Centrum Handlowym M1 w Zabrzu miała miejsce kolejna impreza związana z bezpieczeństwem w ruchu drogowym. Odbywała się ona pod hasłem "Stop pianym kierowcom".
Jako że jej idea była mi bardzo bliska, wybrałem się tam, aby zamienić kilka słów z organizatorami. Na miejscu przywitała mnie wystawa małych samochodów rajdowych, przed wejściem zaś stał terenowy samochód, który od razu skojarzył mi się w rajdami w stylu Dakaru. Tego dnia miały odbyć się także zawody cartingowe, ale niestety, pogoda nie dopisała - tor był mokry, carty pochowane.
"Stop pijanym kierowcom" to impreza cykliczna, która odbywała się już w innych centrach spod szyldu M1 w naszym kraju. Inicjatywa jest bardzo słuszna i o tyle fajnie propagowana, że łączona jest z rozmowami z kierowcami rajdowymi i koncertami zespołów. W Zabrzu mogliśmy usłyszeć zespoły Under Cover z Marcinem Kołdrą oraz Gang Olsena Acoustic Trio.
Zawsze powtarzam, że kierowcy rajdowi są bardzo dobrym przykładem w dwóch dyskusjach, które lubię toczyć: po pierwsze są to ludzie, którzy jeżdżą świetnie, ale tym bardziej spokojnie i ostrożnie po mieście. Wraz z umiejętnościami idzie bowiem u nich świadomość zagrożeń w codziennym ruchu drogowym - są więc uważni i ostrożni.
Po drugie, pokazując dobitnie, że w Polsce brakuje miejsc, w których można byłoby podszkolić swoje umiejętności, mówiąc kolokwialnie "wyszaleć się" i sprawdzić, jakie są granice możliwości naszych i naszego samochodu. Ludzie, którzy jeżdżą na rajdach mają taką okazję - ale wiele młodych osób szaleje na ulicach, bo czują potrzebę wciśnięcia mocniej pedału gazu, a nie mają gdzie tego zrobić w kontrolowanych warunkach. 
Cieszy mnie to, że oprócz Fundacji "Kapitan Światełko" także inni podejmują inicjatywy związane z bezpieczeństwem w ruchu drogowym i nie są to jedynie jendorazowe zrywy związane z konkretnym wydarzeniem, po których temat cichnie. Problem osób, które pod wpływem alokoholu wsiadają za kierownicę dotyczy każdego z nas - nawet, jeżeli osobiście nigdy nam się to nie zdarzyło. Pijany kierowca może się w nas władować nawet, kiedy idziemy pieszo czy jedziemy na rowerze - i nasza wiedza czy umiejętności przegrają z jego głupotą.

Więcej o pijanych kierowcach będzie można przeczytać w moim felietonie w przyszłym tygodniu. Możecie śledzić informacje i artykuły publikowane na tym blogu przez RSS albo po prostu polubić naszą stronę na Facebook czy na Google+. Mnie możecie znaleźć także na Twitter. Więcej zdjęć możecie znaleźć w naszej galerii Tumblr - tam też zawsze pojawiają się informacje i zdjęcia na bieżąco.

poniedziałek, 19 maja 2014

Bezpieczeństwo bez barier - gra miejska

Mój kolega z Fundacji mawia, że Polaków cechuje nachalna dobroczynność - kiedy tylko widzą, że komuś trzeba pomóc, od razu rzucają się, nie pytając tej osoby, czy faktycznie pomocy oczekuje. Chociaż ten stereotyp, obawiam się, powoli umiera (wynika tak z mojej obserwacji, ale mam nadzieję, że młode pokolenia szybko zadadzą kłam mojej teorii), to jednak w stosunku do osób niepełnosprawnych trzyma się jeszcze dość mocno.
Dotyczy to zwłaszcza sytuacji w urzędach, na dworcach czy w czasie imprez kulturalnych lub sportowych. Jak wspominał jeden z organizatorów, kiedy osoba o kulach schodzi sobie powolutku za schodów niemal każdy, kto ją mija, pyta, czy jej nie pomóc. Nie ważne, jak samodzielna byłaby ta osoba niepełnosprawna, zawsze znajdzie się ktoś, kto na siłę będzie chciał ją uszczęśliwić.
Wydaje nam się bowiem, że Ci niepełnosprawni to mają ciężko. Oj, mają, nawet w ćwierci nie zdajecie sobie sprawy z tego, jak bardzo.

Dwudziestu pięciu młodych ludzi z Katowic i okolicznych miast miało okazję przekonać się o tym na własnej skórze, biorąc udział w grze miejskiej "Bezpieczni Razem" zorganizowanej przez Stowarzyszenie IKS, z Markiem Jochymczykiem na czele, na prośbę Urzędu Wojewódzkiego, z pomocą Komendy Wojewódzkiej w Katowicach i kilku fundacji i stowarzyszeń, które przygotowywały poszczególne punkty.

Miałem okazję uczestniczyć w tej grze jako sędzia, pilnując, aby przydzielona mi grupa nie wychodziła ze swoich ról, realizowała zadania zgodnie z wytycznymi i wreszcie
w ustalonym czasie. Pod moją opiekę dostały się cztery dziewczyny i chłopak z drugiej klasy liceum. Wygrała zaś drużyna złożona z pięciu chłopców, której sędziowała Milena Skupień, działająca w Regionalnym Centrum Wolontariatu w Katowicach i w Fundacji "Kapitan Światełko" jednocześnie.

Gra składała się z pięciu zadań realizowanych w różnych punktach w Katowicach. Początkowo zakładano, że jej uczestnicy będą poruszać się pomiędzy kolejnymi punktami w rolach osób niepełnosprawnych, ale ze względu na deszczową pogodę, organizatorzy zrezygnowali z tego planu. Mimo tego uczniowie już po pierwszym zadaniu, idąc ulicami Katowic pokazywali sobie nawzajem rozmaite utrudnienia - nie tylko związane z wysokimi krawężnikami, rozkopanymi chodnikami czy remontami dróg, ale także trwałe bariery archtektoniczne, z jakimi na co dzień muszą mierzyć się niepełnosprawni.
Wytyczona przez organizatorów trasa była w gruncie rzeczy prosta i prowadziła wyłącznie przez najbardziej uczęszczane ulice centrum Katowic. Młodzież miała więc okazję przyjrzeć się, z czym na co dzień muszą zmagać się nie tylko osoby na wózkach, ale także osoby niewidome czy głuchonieme.
Dla osoby, która nie ma trudności z poruszaniem się i widzi przeszkody, przeskoczenie przez kałużę czy znalezienie drogi przez labirynt płotków oddzielających roboty budowalne czy remontowe od chodników nie jest problemem. Wyobraźcie sobie jednak, że musicie przedostać się przez rozkopaną ulicę na wózku - błoto po osie, ręce brudne, koła grzęzną.

Albo spróbujcie inaczej - zgaście światło dziś wieczorem i spróbujcie odnaleźć drogę do łazienki - nie ma problemu, prawda? Znacie ją na pamięć. A teraz wyobraźcie sobie, że ktoś wygrodził kilka fragmentów podłogi w Waszym domu - owszem, zostawił znaki i tablice informacyjne sugerujące, jak przedostać się na jego drugą stronę - ale jako osoba niewidoma nie macie o nich pojęcia. Natrafiacie na płot. A potem następny. Przerwa w ogrodzeniu wcale nie oznacza, że dojdziecie w końcu na miejsce - równie dobrze możecie wpaść na wyjeżdżającą właśnie koparkę...

Przed rozpoczęciem każdego z zadań uczestnicy zamieniali się rolami. Jedna osoba w grupie musiała poruszać się na wózku. Druga miała zasłonięte oczy i otrzymywała białą laskę, trzecia musiała zatkać sobie uszy specjalną gumą i zakleić usta plastrem. Pozostałe dwie osoby w grupie służyły za przewodników i asystentów osób niepełnosprawnych. Wszyscy wymieniali się kolejno rolami tak, że każdy miał okazję zarówno przekonać się na własnej skórze, jak to jest mieć ograniczony kontakt i dostęp do naszego codziennego świata, jak i w jaki sposób należy pomagać osobom, które tego wymagają.


Pierwsze zadanie moja drużyna rozpoczynała w filii Biblioteki Śląskiej. Niewidoma osoba musiała dotrzeć do stanowiska, gdzie odsłuchuje się audiobooki. Przez wiele lat twierdziłem, że jest to rozwiązanie dla leniwych i po co w ogóle je przygotowywać, skoro każdy powinien wyrobić sobie nawyk czytania książek w formie tradycyjnej. W ubiegły piątek zmieniłem zupełnie zdanie na ten temat. Audiobooki, zwłaszcza takie przygotowane z efektami specjalnymi i odgłosami, poza głosem lektora, są dla osób niewidomych tym, czym dla innych filmy - wejściem w świat, do którego inaczej nie mieliby dostępu.
Następnie osoba na wózku musiała sprawdzić ilustracje w trzech książkach w czytelni - bez asystenta nie dałaby sobie rady, bo musiała sięgać do półek umieszczonych poza jej zasięgiem.
Wreszcie osoba głuchoniema musiała wypożyczyć czasopismo i przekazać sędziemu kontrolującemu punkt informację o tym, jaka ilutracja towarzyszy wskazanemu w zadaniu artykułowi. Tutaj uczniowie bardzo szybko wpadli na pomysł wykorzystania telefonu komórkowego i podsunęli pracownikom biblioteki przygotowany tekst.
Zadanie w bibliotece przebiegło nam dość sprawnie - co prawda uczestnicy nie byli jeszcze przyzwyczajeni do swoich "ról", ale dość szybko się w nich odnaleźli. Przerażenie dopadło ich dopiero kiedy wyszli na ulice, aby przejść do budynku Urzędu Wojewódzkiego - dziękowali wówczas losowi, że nie muszą poruszać się z zasłoniętymi oczami czy na wózku. 
Wbrew pozorom osoba głuchoniema też nie ma łatwo - jest bowiem odcięta od wielu bodźców i jej postrzeganie rzeczywistości - zwłaszcza w ruchu ulicznym - jest mocno ograniczone. Nie słyszy zbliżających się samochodów i motocykli, w niektórych więc miejscach ma naprawdę spory problem odnaleźć się w ruchu drogowym.


Drugie zadanie jakie musieli wykonać uczestnicy polegało na pobraniu przepustki w Biurze Obsługi Urzędu Wojewódzkiego, następnie odnalezienie odpowiedniego pokoju i wreszcie dostarczenie odpowiedniego pisma z powrotem do Biura Obsługi. Kiedy dotarliśmy na miejsce okazało się, że poprzednia grupa, która startowała z tego punktu... jeszcze nie rozpoczęła swojego zadania. Okazało się bowiem, że w budynku trwa remont i winda dla niepełnosprawnych jest niedostępna. Swoją drogą, żeby się do niej dostać, trzeba przejechać przez bramę i mały dziedziniec wyłożony kocimi łbami, więc przeprawa tamtędy na wózku inwalidzkim jest naprawdę mało przyjemna.
Nie zrozummy się źle - uważam, że Urząd Wojewódzki miał doskonały pomysł zlecając wykonanie takiej akcji. I bardzo się cieszę, że postanowił edukować swoich urzędników, którzy nie zostali o niej poinformowani.
Problem polegał na tym, że w kwestii obsługi Urząd Wojewódzki okazał się bardzo nieprzyjemnym miejscem. Począwszy od obrażonej miny pani, która wydała nam przepustkę - mimo wszystko pierwsza osoba, z którą spotykasz się w jakimś urzędzie powinna być jego wizytówką. Uczestniczka grająca rolę osoby głuchoniemej znów przygotowała sobie całą prośbę na ekranie telefonu komórkowego - w naszym przypadku to zadziałało, ale dla poprzedniej grupy już nie. Otóż pani w okienku odmówiła kontaktu w ten sposób i zawołała swoją koleżankę, która posługiwała się językiem migowym. Może będzie to dla Was zaskoczeniem, ale nie wszyscy głuchoniemi potrafią się nim posługiwać.
Dlatego też uczennica z zatkanymi uszami nadal pokazywała tylko telefon, aż w końcu przeczytano jej prośbę wypisaną na ekranie. Należało więc podać dowód osobisty. Nie wiem, z czego to wynika, ale niektórym wydaje się, że jeżeli powiedzą coś wolno i bardzo głośno, to bez względu na bariery komunikacyjne (język, niepełnosprawność etc) zostaną zrozumiani. W końcu uczniowie poddali się i asystent osoby głuchoniemej napisał na jej smartfonie prośbę o pokazanie dokumentu tożsamości.
Następnie czekało nas błądzenie po korytarzach urzędu - okazuje się, że niewielu z pracujących tam urzędników ma wiedzę o tym, co dzieje się w innych skrzydłach. Kiedy w końcu udało nam się dotrzeć do wskazanego pokoju na uczestników czekała, moim zdaniem, najbardziej przykra rozmowa w trakcie całej gry.
Uczennica będąca asystentką osoby niepełnosprawnej, która to z kolei miała wykonać osobiście zadanie, weszła do pokoju prosząc o otworzenie drzwi, ponieważ chciałaby wjechać do środka z wózkiem. "Wózkiem z czym?" usłyszała w odpowiedzi. "No, z, eee, człowiekiem" - zagubienie na twarzy i konfuzja uczestniczki były naprawdę ogromne.
Ostatecznie pani urzędniczka wyszła na korytarz, schyliła się do uczennicy na wózku i kazała jej podpisać jakieś formularze. Powtarzam - na korytarzu. Bo wózkiem z czymś, z człowiekiem, nie można było wjechać do pokoju - wymagałoby to otworzenia drugiego skrzydła drzwi.
Złożenie dokumentów w Biurze Obsługi i oddanie przepustki przebiegło już dość szybko i sprawnie, grupa mogła więc oddalić się z Urzędu Wojewódzkiego do następnego punktu.

Kino Rialto obchodziło ostatnio setną rocznicę istnienia. Nie ma więc nic
dziwnego w tym, że budynek nie jest przystosowany do potrzeb osób niepełnosprawnych. Przed nim trwają jakieś prace budowalne - więc cały chodnik jest rozkopany. Wejście jest po stromych schodach, toteż bez pomocy asystenta, który poprosił o otworzenie bocznych drzwi, nie ma możliwości dostania się do środka na wózku. Co więcej, owe drzwi prowadzą na salę - a więc nie da się dostać do środka, kiedy trwa seans. Wreszcie toalety znajdują się w podziemiu - dostać się do nich można jedynie po stromych, wąskich schodach. Jeżeli więc osoba na wózku przyjechała na seans, lepiej, żeby nie piła zbyt dużo w trakcie projekcji.
Uczniowie mieli za zadanie zakupić bilety - odpowiednio dla swojej "roli". I tutaj nie wszyscy wpadli na to, że przecież osoba głuchoniema nawet polski film musi obejrzeć z napisami. Niektórzy dziwili się, jak osoby niewidome mają oglądać filmy - ale przecież nawet zagraniczny film można obejrzeć z lektorem. 
Wydaje nam się, że niektóre osoby niepełnosprawne nie mogą mieć w ogóle dostępu do pewnych rozrywek - a przecież filmów, które nastawione są na dialogi, a nie na feerię efektów specjalnych można wysłuchać i nadal orientować się, co się w nich dzieje. Potrzebny jest tylko lektor - lub, najlepiej, dubbing.

Kolejne zadanie dotyczyło kawiarni Sceneria, która mieści się przy niezwykle obecnie popularnej ulicy Mariackiej w Katowicach, gdzie zlokalizowanych jest wiele lokali. Większość grup poradziła sobie z nim wyjątkowo szybko i sprawnie - miła obsługa była bardzo pomocna, nawet mimo tego, że sam lokal nie jest specjalnie przystosowany dla osób o ograniczonej sprawności. Uczniom udało się zarówno wjechać do środka z wózkiem, dojść do toalety nie widząc i korzystając tylko ze wskazówek obsługi i asystenta czy zamówić ciastko, znów korzystając ze smartfona jako tabliczki do zapisu swoich myśli.
Tutaj zwrócono im uwagę na inną rzecz - w drodze do łazienki asystent osoby niewidomej poinformował ją, że jest tam bardzo, bardzo wysoki stopień. Uczennica z zasłoniętymi oczami wykonała ruch nogą taki, że mogłaby wejść na krzesło. Oczywiście, jest to kwestia przyzwyczajenia asystenta, ale pamiętać musimy o tym, że dla osoby, która nie widzi od urodzenia, postrzegane proporcje są zupełnie inne niż dla nas. Lepiej więc czasami pokazać (np stając na stopniu i pozwalając prowadzonej osobie określić zmianę wysokości naszego łokcia) jakąś przeszkodę niż opisywać ją, jako dramatycznie wysoki próg.

Ostatnie zadanie grupa, której sędziowałem, miała wykonać na Dworcu Kolejowym w Katowicach. Wiecie, że jest tam tablica z planem dworca dla niewidomych? Teraz już na pewno. Odnalezienie na niej właściwego punktu zajęło dziewczynie spoza Katowic chwilę, ale udało jej się. Można powiedzieć, że było porównywalnie trudne jak znalezienie... samego planu.
Sprawdzenie zniżki też nie stanowiło specjalnego wyzwania dla osoby głuchoniemej - tutaj pani obsługująca punkt informacyjny bez oporów zareagowała na pokazanie jej zapytania na ekranie telefonu i sama nie mówiąc ani słowa wydała uczestniczce kartkę z rozpisanymi ulgami.
Największym problemem okazała się toaleta. Zadanie zakładało wyłącznie wjazd do dworcowej toalety dla niepełnosprawnych, ale za to bez niczyjej pomocy. Wiedzcie, że jest to skrajnie niewykonalne, a dla osoby, która ma słabe ręce - niemożliwe.
Dlaczego? Po pierwsze, toaleta jest płatna a automat do wrzucania monet wisi dość wysoko na ścianie. Po drugie, na drzwiach zamontowany jest siłownik, który pcha je z powrotem - manewrowanie jednocześnie wózkiem po śliskiej podłodze i przytrzymywanie sobie drzwi tak, żeby zmieścić się do środka okazało się wymagającym niezwykłej zręczności, ekwilibrystycznym wyczynem.

Zwycięzcy gry miejskiej.
Jak już pisałem, grupa, której sędziowałem, zajęła drugie miejsce.
Pierwsza drużyna była lepsza od nich o trzy punkty. Gdzie "moi uczniowie" je stracili? Przekraczając limity czasu czy zbierając karę za bieganie z wózkiem. Były jednak i takie drużyny, które oblały pewne zadania - organizatorzy ustalili, że po przekroczeniu 35 minut zadanie zostaje przerwane i niezaliczone. Jak więc widać, nie wszyscy mieli na tyle samozaparcia - i, nie okłamujmy się, także sprytu - żeby wpaść na pewne rozwiązania i dotrzeć wszędzie, gdzie założyli sobie ci, którzy przygotowywali wyzwania w poszczególnych miejscach.

To właściwie wszystko, jeżeli chodzi o relację z ubiegłego, deszczowego piątku w Katowicach. Pojutrze będziecie mogli przeczytać, po co właściwie odbyła się ta gra i dlaczego tam byliśmy, a w piątek - nasze pomysły i przemyślenia dotyczące nie tylko programu "Pełnosprawne Bezpieczeństwo", ale sytuacji osób niepełnosprawnych w ruchu drogowym w ogóle.

Wszelkie komentarze możecie zostawić pod postem, albo na naszych profilach na Facebook czy Google+. Jeżeli chcecie się skontaktować ze mną bezpośrednio, polecam napisać mail do Fundacji lub zajrzeć na moje konto w serwisie Twitter.

4 Rajd Zamkowy - Będzin

Wczoraj wybrałem się do Będzina, aby kibicować kierowcom podczas Rajdowych Samochodowych Mistrzostw Śląska. Czwarty Rajd Zamkowy był ich drugą rudną w tym sezonie. Chociaż osobiście wolę wyścigi samochodowe niż rajdy (o tym, czym się różnią, napiszę jeszcze w tym tygodniu), to ze względu na brak tych pierwszych w Polsce zadowalam się każdą imprezą sportową, gdzie w roli głównej występują ryczące silniki i piszczące opony.

Czwarta edycja Rajdu Zamkowego miała miejsce po dziewięcioletniej przerwie w Będzinie. Rajd składał się z dwóch odcinków specjalnych (tzw OeSów); jednego w okolicy Siewierza, drugiego zlokalizowanego w pobliżu Centrum Będzina. Kierowcy, jak zwykle, ścigali się w kilku klasach - na starcie pojawiały się więc zarówno Maluchy i Seicento, jak i Hondy Civic czy Subaru Impreza.

Do Będzina dotarłem nieco spóźniony - kiedy wysiadałem z samochodu nad moją głową przeleciał helikopter ratownictwa medycznego. Jak się potem okazało, jego obecność na będzińskim niebie miała stać się ważnym dla mnie elementem tego dnia.
Na ulicy 11 Listopada, pod Urzędem Miasta, stały już namioty oczekujące na załogi, które jeździły między odcinkami specjalnymi. W czasie rajdów zawsze panuje tam specyficzna atmosfera - z jednej strony jest to poczucie dobrze spełnionego obowiązku - personel techniczny przywiózł auto, rozładował, przygotował do drogi i wypuścił - ich robota jest właściwie skończona. Z drugiej, to zdenerwowanie i napięcie - teraz wszystko w rękach kierowcy i na głowie pilota - to oni muszą wykręcić jak najlepszy czas - pokonać zegar i innych kierowców, wreszcie uważać na samochód, żeby nie wykorzystać jego możliwości do maksimum i nie spowodować wypadku lub awarii.
Wyjeżdżający na odcinki dojazdowe kierowcy zachowują się różnie - są podenerwowani lub bardzo spokojni, jedni już w kaskach, mimo, że będą jechać po publicznych drogach, zgodnie z przepisami, inni na spokojnie, ze sprzętem leżącym na siatkach rozpiętych na klatce za przednimi fotelami. Niektórzy proszą jeszcze o dolanie paliwa w specjalnej strefie, której pilnuje straż pożarna, inni konsultują coś jeszcze z ekipami technicznymi. Niektórzy uśmiechają się do zdjęć, inni w napięciu wpatrują się przed siebie - 100% ludzkie reakcje i odruchy, jakie widuję u zawodników wszystkich obserwowanych przeze mnie dyscyplin.

Mówiąc zupełnie szczerze, nie mam pojęcia, czyim zwycięstwem skończył się rajd. Gdzieś wśród kibiców i ekip technicznych przebąkiwano o wypadku, który miał miejsce na jednym z OESów - od razu skojarzyłem to z widokiem, jaki powitał mnie podczas wejścia na ulicę 11 Listopada kilkadziesiąt minut wcześniej - na lawecie stał wrak samochodu. Nie skojarzyłem pociętej kupy stali z kolorami rajdówki, którą do tej pory widziałem tylko na zdjęciach. Dodajmy, w całości.

Mój dobry kolega miał wypadek na jednym z odcinków, to jego koleżanka i pilotka leciała śmigłowcem do szpitala. Wszyscy w Fundacji trzymamy kciuki za jej powrót do zdrowia. Wypadek wyglądał makabrycznie, samochód niespecjalnie przypominał auto, którym był jeszcze kilka godzin wcześniej. Na szczęście auto zahaczyło tyłem i wykonało kilka obrotów nie uderzając w nic bezpośrednio - na filmie, który możecie znaleźć na YouTubie wygląda to koszmarnie, ale w gruncie rzeczy nie był to wypadek, który napełniałby nas lękiem o życie pilotki.
Życzymy jej wszystkiego najlepszego.



Więcej zdjęć z Rajdu Zamkowego udostępnimy w naszej galerii na Tumblr. Możesz także śledzić naszą stronę na Facebook lub Google+.

czwartek, 15 maja 2014

Bezpieczeństwo "oczami" niewidomych


Wydawałoby się, że niewidomi i osoby słabowidzące nie mają specjalnie szans na to, żeby pojeździć sobie samochodami... Tymczasem w ubiegłą niedzielę przejechałem się do Katowic, żeby popatrzeć, jak radzą sobie za kółkiem pod okiem doświadczonych instruktorów. Pod Spodkiem wygrodzono znaczy kawałek placu, ustawiono na nim pachołki i wypuszczono dwa samochody Szkoły Jazdy EKODRIVE. Instruktorzy musieli z pewnością wykazać się cierpliwością w tłumaczeniu i podczas jazdy - w końcu za kółkiem siedziały osoby, które w większości nigdy w życiu nie miały możliwości prowadzenia samochodu.



Rozmawiałem z jedną z organizatorek całego wydarzenia, panią z Fundacji Szansa dla Niewidomych z Katowic - według niej tego dnia kilkadziesiąt osób niewidomych i takich o mocno ograniczonym widzeniu miało szansę pokręcić się po placu w samochodzie.

Na miejscu była telewizja, swoje stoisko przygotowała także Policja, Straż Pożarna zaprezentowała dwa wozy, pojawili się także przedstawiciele Polskiego Związku Motorowego.
Jedyne, czego zabrakło, to innych odwiedzających - być może ze względu na pogodę plac świecił pustkami. Najważniejsze jednak, że osoby do których adresowane było to przedsięwzięcie rzeczywiście wykorzystały swoją szansę.


I chociaż niewidomy za kółkiem może kojarzyć Wam się głównie ze sceną z filmu "Zapach kobiety", to ja jednak bardzo popieram każdą akcję, w której możemy poczuć, co czują osoby znajdujące się z drugiej strony różnych sytuacji drogowych. Tak, jak kierowcy powinni od czasu do czasu przejechać się na rowerze, żeby poczuć, jak to jest być najmniejszym pojazdem na drodze, tak samo osoby z problemami ze wzrokiem mogły na własnej skórze przekonać się, jaka jest rzeczywista droga hamowania pojazdów, ich promień skrętu, etc. Osoby zupełnie niewidzące miały za to możliwość przeżycia czegoś, co teoretycznie zawsze powinno być dla nich niedostępne.

Parę lat temu czytałem artykuł o niewidomym riderze, który jeździł w DH. Jego kolega przygotował tandem, na którym jechali we dwóch - dzięki dobremu poczuciu równowagi i zgraniu udawała im się ta sztuka.


Bez względu na to, czy chcielibyście spróbować swoich sił jako przewodnik, czy sprawdzić, jak to jest być niewidomym, głuchoniemym, lub jeździć na wózku i z jakimi problemami trzeba się wówczas mierzyć - możecie szukać gier miejskich podobnych do tej, jaka odbędzie się jutro w Katowicach. Nie mówię, że jest to niebywała frajda, być ociemniałym - ale czasami warto przeżyć coś takiego, żeby zastanowić się, jak wygląda świat z innego punktu... niewidzenia...

Będę sędziował jutrzejszą grę organizowaną m.in. przez Urząd Wojewódzki w Katowicach i Komendę Wojewódzką. Relacja - najpewniej po weekendzie.

Śledź naszą stronę internetową na Facebook albo na Google+, jeżeli chcesz przeczytać więcej artykułów albo dowiedzieć się czegoś o naszych akcjach. Możesz także zajrzeć do naszej galerii na Tumbrl, gdzie zamieszczamy zdjęcia ze zrealizowanych już przez nas projektów.

środa, 14 maja 2014

M1 Zabrze - Centrum Handlowe - Targi Pasji #przezUE

Serdecznie dziękujemy Metro Properties Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie, 02-183, Al. Krakowska 61 i zarządowi Centrum Handlowego M1 Zabrze, 41-800, ul. Ryszarda Skubacza 1, za pomoc w organizacji konkursu #przezUE dla młodzieży gimnazjalnej i licealnej z kilku Śląskich miast.
Centrum Handlowe M1 Zabrze zorganizowało nagrody za najlepsze prace dla uczestników konkursu, do którego zaproszonych zostało blisko 200 szkół. Dzięki uprzejmości M1 mogliśmy także przeprowadzić finał konkursu w udostępnionym lokalu i na pasażu Centrum Handlowego. Oprócz rozdania nagród w tym dniu odbyła się także impreza pod hasłem "Targi Pasji", która ubarwiła sobotę, 10 maja 2014, odwiedzającym tego dnia M1 Zabrze.
W ramach Targów Pasji w Centrum Handlowym M1 Zabrze mogły zaprezentować się, oprócz Fundacji "Kapitan Światełko", także inne organizacje pozarządowe, fundacje i stowarzyszenia z Zabrza, Gliwic, Rudy Śląskiej, Świętochłowic i Katowic.
Bez dobrej woli, pomocy i celnych uwag zarządu Centrum Handllowego i pracowników ochrony nie byłoby możliwe zrealizowanie wydarzenia na taką skalę, zaangażowanie takiej ilości osób i organizacji oraz przede wszystkim – zmotywowanie uczniów do pogłębiania swojej wiedzy z zakresu bezpieczeństwa w ruchu drogowym za granicą i wiedzy o innych krajach Unii Europejskiej.

Downhill Contest 2014 - Fundacja Patronem Honorowym

Z dumą informujemy, że Fundacja "Kapitan Światełko" objęła patronat honorowy nad cyklem Diverse Downhill Contest w roku 2014. Pierwsze zawody w tej serii odbyły się w dniach 26 - 27 IV 2014 w Wiśle na Stożku. Były to zawody z najwyższą międzynarodową klasą C1 przyznawaną przez Międzynarodową Federację Kolarską (UCI). Drugie zawody odbędą się w dniach 19 - 20 VII 2014 na Górze Żar w Międzybrodziu Żywieckim - będą to jednocześnie Mistrzostwa Polski w downhillu. 

Foto z konkursu autorstwa Piotra Bożka.
Downhill jest dyscypliną o tyle dla nas ważną, że uświadamia nam, jak bardzo w ostatnich latach rozwinęło się kolarstwo, nie tylko ekstremalne, oraz wykorzystywany przez nas, także na co dzień, sprzęt. DH jest dla świata rowerowego tym, czym F1 dla motoryzacji - ekstremalnym poligonem doświadczalnym, gdzie testuje się nowe rozwiązania, a te już wypracowane popycha się do limitów wytrzymałości i funkcjonalności. To dzięki tym wszystkim zapaleńcom, którzy lata temu zaczynali zjeżdżać z górskich stoków po trasach narciarskich, dziś możemy wykorzystywać hydrauliczne hamulce tarczowe w rowerach miejskich, włókno węglowe w rowerach cross country czy nowoczesne, niezawodne przerzutki w tych rowerach, którymi dojeżdżamy na co dzień do pracy.

Obsesja na punkcie adrenaliny, prędkości, wysokich i dalekich lotów idzie w parze z rozwiązaniami technologicznymi, które zapewniają nam bezpieczeństwo. Kaski, ochraniacze, buty, systemy pedałów zatrzaskowych czy nawet gogle i okulary - większość z tego, co kupujecie dla siebie, by zapewnić sobie ochronę w czasie letnich przejażdżek zaczynało swoje życie jako prototypy, w które wyposażani byli zawodnicy w bike parkach. Musą oni liczyć się z tym, że w ułamku sekundy całe ich życie zacząć może zależeć wyłącznie od konstrukcji i materiałów, z jakich zrobione są ich kaski.
Wreszcie stojąca na najwyższym poziomie organizacja zawodów powinna być inspiracją dla innych imprez sportowych w Polsce - nie tylko tych związanych ze sceną ekstremalną. Personel przygotowany na każdą ewentualność i dbałość o każdy szczegół już na pierwszy rzut oka pozwalają zorientować się, jak ważne dla organizatorów jest bezpieczeństwo uczestników i widzów.

Patronat honorowy nad zawodami w serii Diverse Downhill Contest ma dla nas tym większe znaczenie, że DH jest sportem niezwykle widowiskowym i przyciągającym uwagę - zwłaszcza najmłodszych. Dzięki wykorzystaniu nagranych w Wiśle materiałów będziemy mogli znacznie wzbogacić nasze programy edukacyjne dla dzieci, które zafascynowane są odważnymi bikerami w solidnych kaskach.
Nasz udział w imprezach Diverse Downhill Contest będzie miał także wartość dla zawodników - w Międzybrodziu Żywieckim zorganizujemy pokazy pierwszej pomocy i pokażemy nie tylko jak zabezpieczyć się przed wypadkiem, ale i co zrobić, kiedy zdarzy nam się poważniejsze gleba. Wreszcie także widzowie i turyści będą mogli skorzystać z naszej wiedzy, nauczyć się czegoś o pierwszej pomocy i zrozumieć, jak wspaniałym sportem jest DH - także pod względem tego, jak inspirujące może być dla najmłodszych.

Materiały nagrane w Wiśle - wywiady z zawodnikami - dostępne będą wkrótce na naszych stronach internetowych i w mediach społecznościowych. Informacje na temat naszego udziału i atrakcji, które zapewnimy w naszym namiocie umieszczane będą na bieżąco na naszym blogu i na stronach w mediach społecznościowych - na Facebook i Google+. Informacje dotyczące zawodów dostępne są na oficjalnej stronie cyklu.

Serdeczne podziękowania należą się także firmie Sport Event z Bielska - Białej i Tomkowi Gagatowi za współpracę.

Facebook - Piotr Bożek
Facebook - zdjęcie organizatora
Zdjęcia z materiałów Fundacji.

poniedziałek, 5 maja 2014

Abada Capoeira Gliwice na Targach Pasji w M1 Zabrze


Abada Capoeira Gliwice to filia największej grupy Capoeira na świecie. Gliwickie stowarzyszenie składa się z członków wszystkich grup wiekowych. Adepci trenują niezwykle widowiskową brazylijską sztukę walki Capoeira, połączoną z akrobatyką, muzyką, tańcem i kulturą afro-brazylijską. Rozwijając pasję doskonalą swoje zdolności fizyczne, koncentrację, dyscyplinę, muzykalność i przy tym wszystkim się świetnie bawiąc.Capoeira to narodowy sport Brazylii, który jest niezwykle pokazowy.


Więcej informacji o grupie i treningach dla wszystkich grup wiekowych, od dzieci do dorosłych, dostępne są na stronie www.abadagliwice.pl oraz na oficjalnym profilu Facebook grupy.

Pokazy grupy Abada Capoeira będziecie mogli zobaczyć w Centrum Handlowym M1 Zabrze w czasie Targów Pasji i finału konkursu #przezUE między 10 a 12, oraz po godzinie 15. Zapraszamy serdecznie!

Zdjęcie pochodzi z oficjalnego profilu Facebook grupy Abada Capoeira Gliwice.