środa, 12 lutego 2014

Samochód vs autobus - GOP

W poniedziałek pojechaliśmy z Michałem z Rady Fundacji z Zabrza do Gliwic, aby złożyć tam wniosek o dofinansowanie naszego programu Zebra z klasą, adresowanego do najmłodszych dzieci. We wtorek jechałem z Zabrza do Gliwic, żeby spotkać się z Panią Janiną, ze stowarzyszenia Bezpieczna Łapa. Dziś wybrałem się z Zabrza do Gliwic na spotkanie grupy do spraw bezpieczeństwa przy Gliwickim Centrum Organizacji Pozarządowych. Przejechałem kilkadziesiąt kilometrów tankując raz, w poniedziałek, fundacyjne auto za złotych pięćdziesiąt.
Jadą autobusem z Zabrza do Gliwic muszę kupić bilet za 3,80pln, bo przekraczam granicę strefy. Oprócz tego muszę jeszcze albo się przesiąść (następny bilet), albo przejść z pętli autobusowej w Gliwicach do centrum, a potem, wracając, z dworca przy ul. Goethego z powrotem do siebie. Gdybyśmy więc pojechali z Michałem autobusem, a potem poruszałbym się komunikacją miejską przez kolejne dwa dni sam, wydalibyśmy na to równo 38zł. Oczywiście pod warunkiem, że za każdym razem kupowalibyśmy bilet w kiosku, a nie u kierowcy, bo wówczas jest droższy.
Ja nadal mam paliwo w baku. Jutro zrobię kolejny kurs do Gliwic i z powrotem wraz z pasażerem, a więc suma za teoretycznie kupione bilety zwiększy się do 53,20pln.
Pogoda niespecjalnie nam teraz sprzyja. Czasem wożę ze sobą tylko laptopa, albo tablet, a czasami arkusze papieru, na którym rozrysowane mam jakieś plany i projekty. Czasem mi się spieszy. Samochód zdecydowanie sprzyja więc temu, żebym przemieszczał się nim między miastami w obrębie aglomeracji śląskiej, tzw GOP.
Podsumowując więc wszystkie za i przeciw okazuje się, że zdecydowanie lepiej jest, kiedy jeżdżę autem. Mogę ze sobą kogoś zabrać, żeby nie zajmować miejsca na drodze i emitować CO2 bez uzasadnienia. Będzie nam cieplej, wygodniej, możemy zabrać ze sobą komputery czy jakieś materiały, a co najważniejsze, będzie taniej.
I tutaj pojawia się problem - jak to jest możliwe? Czemu doszliśmy do absurdalnej sytuacji, w której jeżdżenie samochodem okazuje się opłacać bardziej, niż jeżdżenie autobusem? Rozumiem, że komunikacja jest mniej wygodna, głośna, są tam współpasażerowie, którzy czasami bywają uciążliwi, w lecie jest okropnie gorąco, w zimie dość zimno, a w dodatku nogi bolą, bo w godzinach szczytu trzeba stać. Ale koronnym argumentem wszystkich zwolenników transportu publicznego zawsze było to, że był on tańszy.
Ja wiem, że summa summarum samochód wychodzi drożej - bo trzeba go kupić, ubezpieczyć, lać do niego płyny i oleje, serwisować, wymieniać klocki, robić mu przeglądy etc. Ale jeżeli już ktoś auto sobie nabył, to już i tak ponosi wyżej wymienione wydatki. A jeżeli ma zestawić możliwość jeżdżenia w weekendy autem, np nad wodę czy na działkę, a w tygodniu autobusem z opcją poruszania się wszędzie autem, to w tym momencie zdrowy rozsądek podpowiada, żeby jeździć samochodem cały czas.
Rozumiem, że jest jeszcze emisja CO2, trucie środowiska i inne negatywne aspekty sytuacji, w której jest dużo aut na ulicach. Ale ludzie, rozumując raczej w perspektywie najbliższych tygodni i miesięcy wybiorą rozwiązanie lepsze ekonomicznie niż takie, które może coś zmienić w perspektywie nadchodzących dekad.
Mówię tutaj o sytuacji, w której jeżdżę sporadycznie. Niemniej miesięczny bilet na dwie i więcej gmin to koszt 150zł. Za 150zł małe autko mógłbym zatankować spokojnie raz w miesiącu, używając go 3-4 razy w tygodniu. I byłoby mi w moim małym autku wygodniej, cieplej, zimniej, w zależności od pory roku, nie byłbym zobowiązany żadnym rozkładem a poza tym nocą nie musiałbym czekać czasami ponad godziny na to, aż coś mnie łaskawie do domu podrzuci.

Dla osób, które korzystają z transportu publicznego codziennie, nadal bardziej opłaca się kupić bilet miesięczny. Prawda jest jednak taka, że większość gospodarstw domowych, które znam i tak posiada jakieś auto, a więc ponoszą wszystkie wydatki związane z utrzymaniem go na chodzie. Jeżeli więc ceny biletów jeszcze podskoczą (a sukcesywnie pną się w górę), to perspektywa jeżdżenia samochodem codziennie stanie się zdecydowanie bardziej realna.
Poza tym, nie zapominajmy, że większość silników jest coraz bardziej ekonomiczna. Moda na down-sizing doprowadziła do tego, że auta palą śmiesznie mało w porównaniu z ich nastoletnimi czy nawet kilkuletnimi poprzednikami. Za chwilę okaże się, że za 150zł naprawdę można się najeździć, mimo dość wysokich cen benzyny, dowieźć sobie wygodnie zakupy i jeszcze mieć swobodę podróży. Hybrydy są coraz popularniejsze i efektywniejsze, a za jakiś czas pojawią się samochody miejskie, które będzie można załadować z gniazdka.
Co wtedy, komunikacjo miejska?

Mimo coraz nowszych autobusów, wyposażanych w bardziej oszczędne silniki, bilety drożeją. Owszem, są jeszcze koszty zakupu autobusu, które w części zwraca UE, część pokrywają reklamy na i w pojazdach, część oczywiście bilety.

Moje pytanie brzmi: czy gdyby bilety były tańsze, autobusami jeździłoby więcej osób i tym sposobem łatwiej byłoby utrzymać ich flotę?

Być może odpowiecie, że na pewno ktoś to policzył i pomierzył i nie może być inaczej. A co, jeżeli nikt tego nie zrobił? A co, jeżeli to jest tak, że cena biletów trochę wzrosła, więc zarząd KZK GOP, MZK czy innego MZUK doraźnie podnosi cenę, aby wyrównać tę stratę pasażerów, którzy wybrali auto? To spowoduje, że więcej pasażerów odejdzie i cena biletu znów wzrośnie.
Byłem dziś na spotkaniu rady bezpieczeństwa przy GCOP i rozmawialiśmy na temat różnych absurdalnych rozwiązań oznakowania dróg i działania systemu świateł w Gliwicach. Okazuje się, że nikt tego nie sprawdził, nie policzył i nie pomierzył, zanim to wdrożono. Kiedyś mój dobry znajomy opowiadał mi, że odkrył, że podczas przeprowadzania reformy rozkładów i tras jazdy pociągów na Śląsku nikt nie zrobił badań przepływu ludności i tego, ile tak naprawdę pasażerów jeździ tędy czy tamtędy. Okazuje się, że niektóre pomysły są realizowane, bo są realizowane. Bo komuś się wydaje, że tak będzie lepiej. I nikt nie patrzy na to w drugą stronę. Mniej pasażerów? Droższe bilety. Nie ma zmiłuj. Nikt nie myśli o efekcie skali, który można byłoby uzyskać zmniejszając cenę biletu, która byłaby atrakcyjniejsza dla wszystkich, którzy chcą się przemieszczać po okolicy. Okazałoby się, że jednak lepiej jechać autobusem, niż autem.
Przecież ten autobus i tak jedzie - w stosunku do masy autobusu masa pasażera ma niewielki wpływ na jego spalanie. Czy gdyby przy obniżeniu ceny o 1/3 proporcjonalnie wzrosłaby liczba pasażerów, którzy dzięki temu kupiliby bilet i wyrównali całość na zero? Czy ktokolwiek to sprawdził? Wątpię.

Nie jestem wrogiem komunikacji miejskiej, absolutnie. Są ogromne rzesze ludzi, którzy będą z niej korzystać - dzieci i młodzież, osoby starsze, nieco biedniejsze, te, które pracują w centrach miast, gdzie nie można parkować. Chwała Warszawie za parkingi P+R, gdzie można zostawić sobie auto, żeby komfortowo dojechać metrem do centrum - świetna sprawa. Ale w obrębie aglomeracji śląskiej, ceny biletów autobusowych czy tramwajowych moim zdaniem są absurdalne.

Nie mam na to żadnej gotowej odpowiedzi, ani rozwiązania. Pytam tylko, czy ktokolwiek w jakikolwiek sposób myśli nad tym bardziej perspektywicznie. Samochody na prąd, hybrydowe i te z niezwykle oszczędnymi silnikami już tutaj są. Jeżdżą, wożą, są komfortowe i coraz tańsze. Co się stanie, kiedy właściwie każdy będzie mógł sobie na nie pozwolić? Ile wtedy będą kosztowały bilety komunikacji miejskiej, którą będą poruszali się już tylko ludzie z przyczyn formalnych lub zdrowotnych niezdolni do siadania za kółkiem? Nie jesteśmy daleko od sytuacji, kiedy bilet jednorazowy jest droższy od litra benzyny, na którym można moim, mało ekonomicznym w gruncie rzeczy samochodem, pokonać ponad 10km. Bardzo oszczędne, niewielkie, ale czteroosobowe auto na tym samym litrze zrobi blisko 30km.
Rowerami jeżdżą entuzjaści zdrowego trybu życia, hobbyści i miłośnicy swobody. Kto będzie jeździł autobusami? Także entuzjaści?

Może masz jakieś przemyślenia w tym temacie. Może zupełnie się ze mną nie zgadzasz i uważasz, że samochód nigdy nie będzie miał szans w starciu z autobusem? Swoje zdanie możesz wyrazić w komentarzach. Możesz także napisać kilka słów na Facebook albo na Twitterze.

Dzięki też za polubienie naszej strony na Facebook lub Google+. Z nich możesz dowiedzieć się, gdzie, komu i jaka pomoc potrzebna jest po wypadku. Na naszej stronie z kolei dowiesz się, jak możesz z naszej pomocy skorzystać.

0 komentarze:

Prześlij komentarz